Górny Śląsk po raz kolejny był miejscem, w którym redakcja Kantan da miała szansę spotkać się na żywo. Ostatnim razem Bytom gospodarzył czworgu z nas przez dobę, teraz prawie trzy dni uświadczyć można nas było niemal w komplecie w Chorzowie. Brakowało tylko Robo, niepowetowana strata, ale i tak szaleliśmy na Balconie bez trzymanki. I bez prądu. Jednak u nas faza była i tak.
Po pierwsze, sprawy delikatne – prąd i sale. Kto był na ACP, wie już, że obu tych rzeczy, szczególnie pod koniec konwentu, brakowało. Osobiście jestem zdania, że brak prądu nie niszczył zabawy, za wyjątkiem może konsolówki. Gdzie trzeba to był, gdzie nie było, bystre umysły konwentowiczów dawały sobie radę. Gdy ciemność zaskoczyła ludzi z sali z planszówkami, wszyscy ponoć dobyli laptopów, komórek czy palmtopów, co kto miał, i przy świetle ekranów grali. Ponoć. My spaliśmy wtedy w najbardziej obfitującą w atrakcje sobotę. Co zaś się tyczy sal – sleepów może było mało, ale miejsca dosyć. Wiele było konwentów, na których panował większy tłok i ludzie spali. Znaczy, mieli gdzie spać.
Po drugie, atrakcje – osobiście cierpiałam trochę na brak atrakcji okołojaponistycznych, Manga i Anime jednak górą. Mimo to, starałam się zobaczyć cały conplace i kilka atrakcji. Wszystko wspominam raczej dobrze. Stoiska nie zagradzały drogi w korytarzach (pozdrowienia dla redakcji Drunk Otaku Inn, Ellizjum ze stoiska Irugami, ekipy z Otaku, Ai Love You i Lady Magmy z przeuroczym Mirkiem), DDRoom działał pełną parą (sama nosiłam tam sprzęt!), w planszówkach życie tętniło całą imprezę (a gier tam przywieźli dosłownie kupę), znaleźliśmy też chwilę wytchnienia w herbaciarni hostowanej przez ekipę z Hidoi. Dla takich herbaciarzy jak ja i palnik była to miejscówka wręcz wymarzona pod wieczorek. Z konkursów widziałam w całości lub w części kilka, z czego najzabawniejszy był chyba Onomatopejowy Konkurs Dubbingowy, prowadzony przez naszego redakcyjnego pieszczocha Lorta i Deima. Trochę miałam żal, że zabrakło starych, dobrych “pif paf”, “łubudu” i “ziuuu”, za to osoby dubbingujące Jagainu (Psiemniaka) rozbawiły mnie do łez. Zabawnie, ale hardcorowo, było na konkursie wiedzowym o Oriental Hadalu, dosyć kultowym komiksie fandomowym. Punkt programu prowadzony był przez osobę tfu!rcy czyli Yena – jako osoba należąca do Klubu Ludzi Nie Rozumiejących Yena, nie mogłam sobie darować tego punktu programu. Niestety, całości zobaczyć nie było mi dane… Zawody stricte Balconowe zobaczyłam przelotem ale ani Mangowa Bitwa o Kursk, ani Imperialna Akademia nie przykuły mojej uwagi na dłużej. Cóż, los socjopatów ;).
Nasze atrakcje poszły zgodnie z przewidywaniami – nasza prelekcja “Twój szanowny penis raczył odejść – czyli język japoński a seks” ściągnął pełną aulę i bawiliśmy się, zdaje się, świetnie. Jednak marny los prelengentki o sprawach damsko-męskich, kiedy jej lepsza połowa siedzi na widowni. Utarczek przedmałżeńskich nie planowaliśmy wcześniej XD. Pan techniczny z auli obsługiwał nas całą sobotę i jesteśmy pełni podziwu, cały sprzęt dopięty był na ostatni mały guziczek. Dziękujemy też helperom, którzy obstawili nam drzwi – bez nich poszlibyśmy do więzienia za szerzenie pornografii wśród nieletnich. Spotkanie z redakcją, między innymi dlatego, że wybraliśmy sobie spokojną porę – podczas cosplay’u – odbyliśmy też zgodnie z planem w kameralnym gronie. Opowiedzieliśmy trochę o sobie i obejrzeliśmy wasze miłe mordki. Mogliśmy sobie pozwolić na spory luz i pod wieczór w sobotę byłam co prawda wypompowana, ale szczęśliwa.
Z prelekcji byłam już tylko na spotkaniu fanów radia ACP. Odgrażamy się z tą audycją dla nich czas już jakiś i dzięki małej “konfrontacji” z rednaczem Joe coś drgnęło i nabrało kształtu. Audycja “Katan da!” (To spisek!) na falach radia ACP najdalej w przyszłym miesiącu, zaś dziś o 20 zapraszamy w imieniu Michała-san i jego uroczej asystentki Karinki na audycję o Balconie właśnie.
Po trzecie, ludzie – byli cudowni. Gdziekolwiek bym nie poszła, wszyscy byli mili, uczynni i pozytywnie zakręceni. Imperator udzielił mi dwóch audiencji, helperzy kręcili się jak mróweczki, Mangowcy w Sadzawce-chan i w męskim prysznicu bawili się jak dzieci (piski Kisiela – bezcenne), jakaś ekipa (i nie byli to moi uczniowie!) krzyczeli za mną “sensei”. I jak tu nie bawić się dobrze? Piernikon pewnie nie będzie aż tak zajebisty, ale jedziemy i postaramy się przywieźć jakiś panel, żeby się wam podobał. Jak jest jakiś request, pisać w komentarzach. Ode mnie tyle. Do zobaczenia na Pierniku w Toruniu.


























