RSS
people

ZZA KRZAKA: Trzy po trzy

th_kantandaCzy wiesz, że w nauce języków zawsze jest coś takiego jak umiejętność bierna oraz czynna i tyczy się to także kanji? Znacznie prędzej uczymy się czytać i rozumieć ze słuchu niż pisać i mówić, co jest źródłem frustracji wielu przyszłych poliglotów. Musimy zaakceptować ten stan rzeczy. Ale czasem trzeba przemóc się i postawić pierwszy krok na ścieżce. Kiedyś trzeba przekonać się do nauki hiragany, kiedyś pierwszy raz trzeba zagadać do Japończyka na Skype, kiedyś trzeba napisać swoje pierwsze kanji. Dzisiaj pokażemy wam trzy proste znaki o 3 pociągnięciach, które uosabiają najważniejsze zasady stawiania kolejnych kresek w japońskich ideogramach.

TRZY…

kanji_trzy
To o ironio znak “trzy” czytany “san”. Uosabia on pierwsza zasadę - kreski pisz z góry na dół. Pamiętajcie o proporcjach – środkowa kreska jest najkrótsza ze wszystkich, a dolna – najdłuższa!

DWA…

kanji_dwa
To bardzo plastyczny znak “rzeka” czyli “kawa” (Czy jeśli w kraju mlekiem i miodem płynącym mamy taki rzeki, oznacza to, że ich rzeki spływają cappuccino?…). Niektórym bardziej się kojarzy z wodospadem, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, prawda? Zasada, którą reprezentuje ten znak to “kreski pisz od lewej do prawej“.

JEDEN…

kanji_jeden
Ostatnią zasadę poznamy przy pomocy znaku “mały” o czytaniach takich jak “chii(sai)” czy “shou”. Mały, ale niegłupi, bowiem wie, że najpierw pokazujemy swoje najmocniejsze punkty – niestety jednak zasadą uniwersalną nie jest – “pisz najpierw najdłuższą kreskę” ani “centralna kreska najpierw” (często jest odwrotnie) – zasada, która nakazuje pisać ten znak tak, a nie inaczej to raczej “jeśli inne kreski składają ci pokłon, musisz być napisany najpierw“. Zawsze gdy kreski zbiegają się by wskazać jakieś pociągnięcie, zazwyczaj to pociągnięcie zostane nakreślone przed nimi (spójrzcie na takie znaki jak: 当 水 薬)

…START!

Twoja kolej! Jak sam widzisz, nie wszystkie znaki pisma japońskiego to okropne straszydła! Postaw pierwszy krok na drodze do podbicia terra incognita japońskiego pisma i naucz się powyższych prostych znaków. A potem nie ustawaj w bojach!!!

Brak komentarzy | Tagi: , , , , , , ,

TYDZIEŃ NA NIE: NIE ma dostępu do dobrych źródeł!

Editorial: Ze względu na to, że ktoś nam urwał od Internetu, dzisiaj dwie notki – jedna teraz, ta wczorajsza, a późnym wieczorem kolejna, ta dzisiejsza. Wybaczcie zamieszanie.

Sylabę さ pisze się dwoma kreskami? Wszystkie postacie mówią o sobie わたし? Uczą was przeczenia tej samej formy w zupełnie innej lekcji niż jej twierdzenia? W Polsce nie ma żadnego porządnego słownika? Autorzy podręcznika zapomnieli nauczyć was katakany i kolejności kresek w kanji? No cóż…

Chciałbym się uczyć japońskiego, ALE NIE MAM DOSTĘPU DO DOBRYCH ŹRÓDEŁ!

To poniekąd prawda. Rzetelnych źródeł do nauki japońskiego w języku polskim jest jak na lekarstwo. Ostatnio w byle emipku łatwiej o podręczniki i samouczki byle mandaryńskiego czy szwedzkiego, chociaż nie umiem ocenić ich stopnia wiarygodności. Ale mechanizm jest taki, że im więcej źródeł tym wśród nich więcej można znaleźć perełek. Polskich przedsięwzięć mających przybliżyć język japoński w Internecie tez nie jest tyle, co za granicą, a nawet jeśli są, prowadzone są w języku angielskim – wszyscy znamy chociażby czeski projekt Wakan czy polski projekt Tangorin (oba to najwyższych lotów słowniki). Co teraz?

  • doszlifujcie swój angielski - to jakaś możliwość, łatwiej dostępna i szybciej weryfikowalna niż japoński, a otworzy wam sporo możliwości. To samo tyczy się rosyjskiego oraz języków krajów “sąsiadujących” z Japonia: Korei i Chin.
  • znajdźcie sobie dobrego nauczyciela – nauczyciel powinien być osobą, która zapewni wam stały dostęp do ciekawych materiałów nie tylko lekcyjnych, ale tez przeznaczonych do samodzielnej pracy w domu, wedle waszych zainteresowań i poziomu zaawansowania.
  • korzystajcie z dostępnych źródeł, ale kilku. Kiedy nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma. Nawet poślednie źródło może być ciekawe, jeśli sprawdzicie w kilku innych opracowaniach, czy podane w nich informacje są prawdziwe i objaśnione poprawnie.
  • zajrzyjcie do kilku już zweryfikowanych polskich źródeł, które podajemy poniżej. To nie jest tak, że absolutnie ich nie, to jest tak, że trzeba ich dobrze poszukać.

Jeśli chodzi o Internet, możecie zajrzeć na te strony:

  1. Real Kana PL – na dobry początek, jeśli macie braki w kanie, ta strona nauczy was jej na wyrywki
  2. Japonka.pl – najbardziej chyba ustrukturalizowany kurs przygotowany w znacznej części przez studentów japonistyki w Polsce lub nauczycieli japońskiego – to oni wam gwarantują weryfikowalność źródła, my już nie musimy. Ale robimy to i tak.
  3. Poke! Pro – interesujący projekt polski, poznańskiego studenta, częściowo zamknięty. Działający trochę podobnie jak Anki, w fazie testów. Przeznaczony głównie dla studentów japonistyki. Być może kiedyś ujrzy światło dzienne w pełni, wtedy damy wam znać.
  4. Gramatyka języka polskiego – bez niej nie ugryziesz gramatyki języka obcego. Jeśli nie wiesz, co to podmiot, orzeczenie i dopełnienie albo zastanawiasz się jakie mamy przypadki czy części mowy – należałoby tę wiedzę uzupełnić jak najprędzej.
  5. …no i my… heh…

Jeśli zaś chodzi o książki, zainwestujcie w takie lektury jak:

  1. Pismo japońskie tom 1 i 2 – wydawnictwa Nozomi - świetna książka, jeśli chcecie wgryźć się w kanji!
  2. Praktyczny kurs gramatyki języka japońskiego, wybór ćwiczeń – wydawnictwa UAM - masa ćwiczeń, podsumowania w tabelkach, dobrze wspomaga wszystkie inne kursy i pomaga w weryfikacji informacji z innych źródeł. Plus ma odpowiedzi do wszystkich ćwiczeń! I słowniczek do każdego rozdziału!
  3. Gramatyka japońska. Podręcznik z ćwiczeniami. – wydawnictwa UJ – słynna “Gramatyka Huszczy”, opasłe tomiska dla zaciętych, kompendium wiedzy dla każdego językoznawcy. Może być zniechęcające dla początkujących i ludzi, którzy nie operują żargonem naukowym.
  4. assimilJęzyk japoński – wydawnictwa Assimil – ich pozycje są bardziej rozmówkowe, ale naprawdę ciekawe i dobrze zrobione. Dostępne w wersji kieszonkowej i książkowej w formie kursu z 3 płytami CD, obie godne polecenia ludziom, dla których Huszcza to za wysokie progi.

A czy wy znacie jakieś sensowne polskie źródła? Może chcielibyście coś odradzić?

My na przykład odradzamy Wikipedię jako źródło do nauki jakiegokolwiek języka, ale ze względu na kontekst – japońskiego w szczególności.

6 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , , ,

TYDZIEŃ NA NIE: Do nauki NIE potrzebuję niczego poza Anime!

Koszmarne sny japonistów: grupa małolatów biegających po mieście i krzyczących suki desuuu! Naruuuto! Susziii!  Datebajo! Kamehameha! Sensejjj! … no cóż, przyznajemy się bez bicia, wolelibyśmy, żeby Japończycy nie uczyli się polskiego ze Żwirka i Muchomorka albo Przygód Baltazara Gąbki. Dlatego też dzisiaj powiemy coś o ludziach, którzy mówią….

Chciałbym się uczyć japońskiego, ALE TYLKO Z ANIME!

Umówmy się - żadnego języka nie nauczycie się oglądając kreskówki nawet po parę godzin dziennie, nawet z napisami w rodzimym języku. Japoński nie jest tu wyjątkiem. Wiedza magicznie nie wchodzi do waszej głowy, możecie się przesłyszeć, możecie trafić na trefne tłumaczenie. Nie mówiąc o jednym z punktów, o którym wspomnieliśmy sobie przedwczoraj – honoryfikatywności. Zróbcie eksperyment i poszukajcie sobie programów lub kreskówek w języku jakiego nie znacie, najlepiej azjatyckim: po chińsku, koreańsku, w hindi. Dlaczego nikt w internecie, będąc fanem tych kreskówek (są przecież tacy!) nie mówi po paru miesiącach oglądania, że nagle zaczął rozumieć ten język, co?

fansubs

Słynna zasada uchi-soto każe nam używać trochę innego języka w zależności od sytuacji i rozmówcy. W polskim też nietrudno o takie sytuacje, przecież nie powiemy do profesora na studiach “Hej tam, żółwik, co u ciebie?” ani do młodszej siostry “Jakże miewasz się tego cudownego poranka, przepiękna niewiasto?” (chyba, że jesteśmy fantastami z lekkim syndromem dnia wczorajszego). W japońskim wiele tych różnic jest mniej skrajnych, przejścia bardziej subtelne, ale też i końcowe wyniki decyzji dotyczących jak możemy się odezwać – diametralnie od siebie różne. Co wiedzą Ci, co dostali się na mój i Robo wykład o japońskiej grzeczności i próbowali zrozumieć jak to się stało, że odgrywamy tę samą scenkę rodzajową (pożyczanie książki) z perspektywy ucznia i nauczyciela z zupełnie innym dialogiem.

Anime jednak nie jest złem per se, sami próbujemy przerobić Anime na coś strawnego dla ucznia japońskiego pracując nad Kuruneko. Ale do czego ono się nadaje kiedy nie idą za nim, tak jak w naszym przypadku, specjalne materiały gramatyczne, słownikowe czy do kanji?

  • do osłuchiwania się – seiyuu mają różne akcenty, ale jakby na to nie spojrzeć są nativami. Szczególnie Anime, które są skierowane do starszego widza albo reprezentują ciekawie ochrzczony nurt “slice of life” (na polską terminologię to chyba “okruchy życia”) posiadają bardzo naturalne tempo i rytm wypowiedzi. Jeśli pozbędziemy się napisów, albo zamkniemy oczy, możemy próbować naśladować tę melodię, niekoniecznie powtarzając te kwestie, które są wypowiadane, ale po prostu jakiekolwiek sylaby / znane wyrazy japońskie.
  • do sprawdzania w jakich sytuacjach nasi ulubieni bohaterowie używają znanych nam zwrotów grzecznościowych. Czy w Anime o szkole bohaterka mówi “ohayou” tylko do koleżanek czy do nauczycieli także? W jakich sytuacjach i do kogo wypowiada się “itadakimasu”? Kiedy używa się “otsukare” a kiedy “otsukaresamadegozaimashita”? Gromadzenie w swoim mózgu informacji, w jaki sposób poszczególne zwroty są wykorzystywane może się przyczynić do bardziej naturalnego wykorzystania ich przez nas w przyszłości.
  • do uczenia się na pamięć. Czego? Piosenek. Łatwo do nich znaleźć słowa, często są dostępne i tłumaczenia (o różnym stopniu wierności). Mają rytm i tempo, łatwo wchodzą do głowy, a z nimi czasem jakieś ciekawe słówka czy wyrażenia. Należy oczywiście pamiętać, ze takie piosenki są w lwiej części śpiewane językiem mocno potocznym.

Kiedy Anime się kompletnie nie sprawdza?

  • jako nauczyciel od podstaw. Nie masz pojęcia o japońskim i rzucasz się na filmy animowane? To jakbyś w Kongo wyszedł na wycieczkę, a po tygodniu podjął pierwsze próby mówienia w kikongo z tubylcami. Dogadałbyś się? Czas przebywania w otoczeniu języka jeśli ktoś nie mówi bezpośrednio do CIEBIE i to na odpowiednim poziomie trudności (mamy zazwyczaj nie rozmawiają z niemowlętami o krajowej gospodarce, rachunkach za prąd i trwałej) nie ma znaczenia, czego najlepszym dowodem są emigranci z Polski bez wykształcenia, którzy lądują na ulicy, bo nie znają języka. To, że mieszkają już tam pół roku nie nauczyło ich nawet tyle angielskiego by przeżyć, a większości z nas angielski wydaje się instynktownie prostszy od japońskiego.
  • kiedy chcemy nauczyć się pisma. To się chyba rozumie samo przez się.
  • źródło ćwiczeń w konwersacji. W wymowie, owszem, ale potrzebna jest nam wiedza wykraczająca poza język japoński, żeby nie okazało się po przyjeździe do Japonii albo w rozmowie z Japończykiem, że brzmimy jak ninja / pirat / przedstawiciel innej niż swoja płci / ktoś, kto przeprasza za swoje istnienie / yakuza / Pan Tadeusz / Teletubiś. Na to mam jedno remedium: czytać. Nie Mangi, ale książki o Japonii, dobre i złe, pisane i przez profesorów z japonistyki i przez ludzi, którzy z zerowym przygotowaniem wybrali się tam na tydzień i wydali o tym książkę, żeby się im zwróciło. To wyrabia pogląd, opinię, zrozumienie. Nie przyjmujcie niczego bezkrytycznie. Kiedy to tylko możliwe starajcie się obcować z obcą kulturą przez jej przedstawicieli i dzieła ich rąk. Nie tylko te animowane.

Dzisiaj hojnie sypniemy z Kotem linkami, szczególnie do filmików. Swoje poszukiwania ku lepszemu zrozumieniu problemu zacznijcie tutaj:

A co Ty sądzisz na ten temat? Czy próbowałeś uczyć się japońskiego z Anime? Z jakim skutkiem?

6 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , , ,