25
01
2009
Oto i 26 stycznia, początek nowego 4706 roku! Róbcie dzieci i inwestujcie w nieruchomości!
Nie jestem niestety duchem z przyszłości, to tylko ja, wasza Mizuu. Świętujemy właśnie nadejście nowego roku według kalendarza chińskiego, więc jeśli ktoś jeszcze nie powziął mocnego postanowienia nauczenia się czegoś, zrzucenia paru kilogramów czy wyjazdu do Japonii – jest to doskonała okazja do naprawienia tego niedopatrzenia! (Mizuu w tym roku chce się nauczyć co najmniej kolejnych 300 kanji….jest na dobrej drodze)
Rok 4706, według kalendarza chińskiego, zgodnego z ruchem księżyca po niebie, upłynąć nam ma pod hasłem “bez pracy nie ma kołaczy” – bowiem jego patronem będzie wół w żywiole ziemi. Wół, tudzież krowa, o czym potem, symbolizuje płodność, dostatek, oświecenie, ale też ciężką pracę, uparcie, pewną rutynę. Na dodatek występuje w żywiole ziemi, praktycznym, realistycznym, ale i trwałym, trzeźwym. To nie koniec, rok ma trwać 384 dni, w związku z czym obejmie ponoć dwa chińskie święta początku wiosny (bardzo odległa konotacja do bardziej swojskich walentynek). Co te wszystkie dane mają wspólnego z nami?
To oznacza, że trzeba się brać do roboty, bo wtedy, i tylko wtedy, owoce naszych wysiłków zwrócą się dwukrotnie. Trzeba przebrnąć przez największe znużenie, zniechęcenie i trud, po to, żeby w nadchodzącym potem roku tygrysa, wspiąć się na sam szczyt i zbierać oklaski. Ze względu na aż dwa święta związane z płodnością objęte przez ten jeden tylko rok – ponoć to idealna pora na małżeństwo lub spłodzenie sobie szkraba (którego też będzie się uczyło japońskiego, a jakże!). Głównie dlatego, że bawół ma wręcz wypisany na czole “TRADYCJONALISTA” – dla Azjatów to o tyle ważne, że tradycja wciąż stawiana jest na pierwszym miejscu, w małżeństwie, które ma być szczęśliwe, jest to wartość niezbędna bez dwóch zdań.
Problem powstaje dla językoznawcy jeden.
Wspominałam już o zwyczaju wysyłaniu kartek noworocznych (年賀状 ねんがじょう). Kiedy spojrzymy na przykładowe kartki noworoczne – zobaczymy na nich… krówki!


Nic dziwnego. Centralnym znakiem jest w nich ushi, co jak każdy mający za sobą lekcję o zwierzątkach wie, znaczy “krowa”. Ale też każdy, który już swoją pierwszą setkę kanji ma sobą, albo sięgnął rozsądnie po słownik. Ushi zapisuję się kanji 牛, tymczasem to tutaj ma postać 丑… Kaprys? Synonim? Homofon?

Małe ZZA KRZAKA.
Otóż po pierwsze, znaki służące do zapisywania nazw zwierząt znaku zodiaku trwają w niezmienionej formie od czasu, kiedy Japończycy zapożyczyli cały ten system od Chińczyków. Stąd, chociaż nazwy zwierząt wymawia się podobnie jak “zwykłych” zwierząt, kanji wyraża ich wyjątkowość. Ponadto, 丑 ma szersze znaczenie niż samo 牛. Odczytania znaków są identyczne, ale kanji używane powszechnie oznacza krowę naszą powszednią, kodowo zwaną mućką. Natomiast ideogram “zodiakalny” oznacza bydło ogółem. Stąd jeśli otworzycie prasę kobiecą rok 2009 będzie okrzyknięty Rokiem Krowy, Wołu, Bawołu, Byka, w najgorszym zaś wypadku Bydła (nie mam tego udokumentowanego, mam nadzieję, że takie tłumaczenie w ogóle nie zaszło… no jak to brzmi). Wybór de facto należy do mówiącego, ale wół lub bawół zdają się bliższe pierwotnego założenia niż krowa, która chociaż bardziej swojska, nie była w okresie powstawania horoskopu chińskiego zwierzęciem pociągowym (podobnie jak i teraz nie jest, hoduje się ją dla mleka i wołowiny), czyli odpowiedzialnym za systematyczne, nudne, żmudne ciągnięcie pługa i sprawianiem, że roślinki rosną. Mimo to, w Japonii w powiedzeniu odnoszącym się raczej do wołu niż do krowy występuje inny zapis:
牛の歩みも千里 (うし の あゆみ も せんり)
Przysłowie to głosi, że nasza mućka “przejdzie nawet tysiąc ri”. Tysiąc ri to na nasze 91440 metrów czyli ok. 91,5 kilometra (dla porównania odległość Poznań – Wrocław to ok. 160 km w linii prostej). Oznacza to, że jeśli do celu, nawet bardzo odległego, dążymy powoli i wytrwale, to z pewnością tam dojdziemy. Czego Mizuu z ekipą życzy wam z całego serca. Muuu~~!