RSS
people

TYDZIEŃ NA NIE: Do nauki NIE potrzebuję niczego poza Anime!

Koszmarne sny japonistów: grupa małolatów biegających po mieście i krzyczących suki desuuu! Naruuuto! Susziii!  Datebajo! Kamehameha! Sensejjj! … no cóż, przyznajemy się bez bicia, wolelibyśmy, żeby Japończycy nie uczyli się polskiego ze Żwirka i Muchomorka albo Przygód Baltazara Gąbki. Dlatego też dzisiaj powiemy coś o ludziach, którzy mówią….

Chciałbym się uczyć japońskiego, ALE TYLKO Z ANIME!

Umówmy się - żadnego języka nie nauczycie się oglądając kreskówki nawet po parę godzin dziennie, nawet z napisami w rodzimym języku. Japoński nie jest tu wyjątkiem. Wiedza magicznie nie wchodzi do waszej głowy, możecie się przesłyszeć, możecie trafić na trefne tłumaczenie. Nie mówiąc o jednym z punktów, o którym wspomnieliśmy sobie przedwczoraj – honoryfikatywności. Zróbcie eksperyment i poszukajcie sobie programów lub kreskówek w języku jakiego nie znacie, najlepiej azjatyckim: po chińsku, koreańsku, w hindi. Dlaczego nikt w internecie, będąc fanem tych kreskówek (są przecież tacy!) nie mówi po paru miesiącach oglądania, że nagle zaczął rozumieć ten język, co?

fansubs

Słynna zasada uchi-soto każe nam używać trochę innego języka w zależności od sytuacji i rozmówcy. W polskim też nietrudno o takie sytuacje, przecież nie powiemy do profesora na studiach “Hej tam, żółwik, co u ciebie?” ani do młodszej siostry “Jakże miewasz się tego cudownego poranka, przepiękna niewiasto?” (chyba, że jesteśmy fantastami z lekkim syndromem dnia wczorajszego). W japońskim wiele tych różnic jest mniej skrajnych, przejścia bardziej subtelne, ale też i końcowe wyniki decyzji dotyczących jak możemy się odezwać – diametralnie od siebie różne. Co wiedzą Ci, co dostali się na mój i Robo wykład o japońskiej grzeczności i próbowali zrozumieć jak to się stało, że odgrywamy tę samą scenkę rodzajową (pożyczanie książki) z perspektywy ucznia i nauczyciela z zupełnie innym dialogiem.

Anime jednak nie jest złem per se, sami próbujemy przerobić Anime na coś strawnego dla ucznia japońskiego pracując nad Kuruneko. Ale do czego ono się nadaje kiedy nie idą za nim, tak jak w naszym przypadku, specjalne materiały gramatyczne, słownikowe czy do kanji?

  • do osłuchiwania się – seiyuu mają różne akcenty, ale jakby na to nie spojrzeć są nativami. Szczególnie Anime, które są skierowane do starszego widza albo reprezentują ciekawie ochrzczony nurt “slice of life” (na polską terminologię to chyba “okruchy życia”) posiadają bardzo naturalne tempo i rytm wypowiedzi. Jeśli pozbędziemy się napisów, albo zamkniemy oczy, możemy próbować naśladować tę melodię, niekoniecznie powtarzając te kwestie, które są wypowiadane, ale po prostu jakiekolwiek sylaby / znane wyrazy japońskie.
  • do sprawdzania w jakich sytuacjach nasi ulubieni bohaterowie używają znanych nam zwrotów grzecznościowych. Czy w Anime o szkole bohaterka mówi “ohayou” tylko do koleżanek czy do nauczycieli także? W jakich sytuacjach i do kogo wypowiada się “itadakimasu”? Kiedy używa się “otsukare” a kiedy “otsukaresamadegozaimashita”? Gromadzenie w swoim mózgu informacji, w jaki sposób poszczególne zwroty są wykorzystywane może się przyczynić do bardziej naturalnego wykorzystania ich przez nas w przyszłości.
  • do uczenia się na pamięć. Czego? Piosenek. Łatwo do nich znaleźć słowa, często są dostępne i tłumaczenia (o różnym stopniu wierności). Mają rytm i tempo, łatwo wchodzą do głowy, a z nimi czasem jakieś ciekawe słówka czy wyrażenia. Należy oczywiście pamiętać, ze takie piosenki są w lwiej części śpiewane językiem mocno potocznym.

Kiedy Anime się kompletnie nie sprawdza?

  • jako nauczyciel od podstaw. Nie masz pojęcia o japońskim i rzucasz się na filmy animowane? To jakbyś w Kongo wyszedł na wycieczkę, a po tygodniu podjął pierwsze próby mówienia w kikongo z tubylcami. Dogadałbyś się? Czas przebywania w otoczeniu języka jeśli ktoś nie mówi bezpośrednio do CIEBIE i to na odpowiednim poziomie trudności (mamy zazwyczaj nie rozmawiają z niemowlętami o krajowej gospodarce, rachunkach za prąd i trwałej) nie ma znaczenia, czego najlepszym dowodem są emigranci z Polski bez wykształcenia, którzy lądują na ulicy, bo nie znają języka. To, że mieszkają już tam pół roku nie nauczyło ich nawet tyle angielskiego by przeżyć, a większości z nas angielski wydaje się instynktownie prostszy od japońskiego.
  • kiedy chcemy nauczyć się pisma. To się chyba rozumie samo przez się.
  • źródło ćwiczeń w konwersacji. W wymowie, owszem, ale potrzebna jest nam wiedza wykraczająca poza język japoński, żeby nie okazało się po przyjeździe do Japonii albo w rozmowie z Japończykiem, że brzmimy jak ninja / pirat / przedstawiciel innej niż swoja płci / ktoś, kto przeprasza za swoje istnienie / yakuza / Pan Tadeusz / Teletubiś. Na to mam jedno remedium: czytać. Nie Mangi, ale książki o Japonii, dobre i złe, pisane i przez profesorów z japonistyki i przez ludzi, którzy z zerowym przygotowaniem wybrali się tam na tydzień i wydali o tym książkę, żeby się im zwróciło. To wyrabia pogląd, opinię, zrozumienie. Nie przyjmujcie niczego bezkrytycznie. Kiedy to tylko możliwe starajcie się obcować z obcą kulturą przez jej przedstawicieli i dzieła ich rąk. Nie tylko te animowane.

Dzisiaj hojnie sypniemy z Kotem linkami, szczególnie do filmików. Swoje poszukiwania ku lepszemu zrozumieniu problemu zacznijcie tutaj:

A co Ty sądzisz na ten temat? Czy próbowałeś uczyć się japońskiego z Anime? Z jakim skutkiem?

6 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , , ,

簡単なアニメ – proste Anime – nauka japońskiego – くるねこ #1

Nic nie cieszy nas bardziej niż finalizowane jakiegoś projektu, chociaż ten się dopiero zaczyna. Ja, palnik i nasz nowy sidekick – Isao-san (Doprawdy [Fantastyczny dzieciak]), oddajemy dziś w wasze ręce przetłumaczone i opracowane specjalnie pod kątem uczniów języka japońskiego Anime. Na razie jeden epizod, ale co jakiś czas wypuścimy kolejny. Są już w przygotowaniu. Najwięcej czasu oczywiście zajmuje opracowanie materiałów, dokonujemy ważnych wyborów, sprawdzamy z czego możemy zrezygnować, co warto zamieścić. Ale dosyć gadania! Poświęćcie dosłownie kilka minut by obejrzeć pierwszy epizod Kuruneko – wracajcie do niego kilkakrotnie. Do tego ściągnijcie w PDFie opracowane przez nas materiały, które wzbogacą waszą wiedzę m.in. w zakresie znajomości wyrazów dźwiękonaśladowczych, gramatyki czy kanji!

Miau, jak się podobało? Mamy nadzieję, że bardzo bo…

[TU SĄ MATERIAŁY PDF DO ŚCIĄGNIĘCIA]

To w tej sferze oczekujemy szczególnego feedback’u - co wam się podoba, co nie, może czegoś brakuje? Zanim pojawią się wątpliwości – nie brakuje na pewno klucza do załączonych ćwiczeń. Żeby nie kusiło was zaglądać do nich od razu – musicie się po niego pofatygować do działu Download. Nie musicie z nim czekać do następnego odcinka!

Wierzymy też, że te ćwiczenia wzbogacą wasze słownictwo i poprawią umiejętności, żebyście mogli nam [podesłać swoje wprawki w pisaniu pamiętnika], a cały projekt zmusi was do zastanowienia [czy Anime nadaje się do nauki japońskiego], a jeśli [tak, to jak]? Ze względu na to, że różnego rodzaju projektów i pomysłów na Kantan da przybywa via mail lub [nasz twitter] (na privie) możecie zgłosić gotowość rąk do pomocy dla naszej Wielkiej Rodziny Kantan da (kopyrajt by Modrzew z [ABP]).

17 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , , , , ,

Piernicon 5 – SZALEŃCZA relacja

Obecny skład: Mizuu, palnik, Robo-kun, Lorcik i nasze SZALEŃCZE atrakcje.

piernik

Konwent smutny czy wesoły? – rebus w dwóch aktach z Mizuu i Robo w rolach głównych.

Słowo od matki założycielki:

Ja nie miałam konwentu. Ja miałam atrakcje. – Te dwa zdania chyba najlepiej podsumowują weekendową imprezę.  W związku z tym, już w czwartek wcieliłam się w konwentową malkontentkę. Już wtedy sleepów było za mało, nie było gdzie spać i czatowaliśmy na korytarzu na dwa sleepy, które miały być otwarte. Niestety do końca imprezy były pod kluczem, bo orgów wystawiła dyrekcja budynku oddając rzeczone dwie sale do remontu (a przynajmniej taka była oficjalna wersja). Dodatkowo narastało takie poczucie, że pieniądze z rezerwacji były rozplanowane źle – w porównaniu do innych konwentów - informator niewiele wyjaśniał, a identy nie pomagały w rozróżnieniu kto jest kim. Nic dziwnego, informator był poskładanym, czarno-białym kserem formatu A4, na którym spróbowano umieścić jednocześnie mapkę, namiary na orgów, program atrakcji, regulamin konwentu i do tego odjęto sporo przestrzeni na “okładkę”. Brak było w nim informacji dotyczących np. prowadzących daną atrakcję albo szczegółów na jej temat. Wejściówki też dla wszystkich były takie same, różnił je tylko napis i szczęśliwi byliśmy, że nasza redakcja miała już własne identy z Godzilką. Gdyby nie wieczorne poszukiwania palnika z soboty na niedzielę na panelu helperów, nie wiedziałabym, że helpów miały od reszty odróżniać kolorowe przepaski zrobione z materiału. Szybko więc w naszym gronie zaczął krążyć dowcip, że Miss Fandomu potrzebuje dofinansowania jak Piernik. Sytuacja robiła się wręcz groteskowa, kiedy orgowie techniczni krążyli przenosząc projektory czy komputery z sali do sali, w zależności od aktualnego zapotrzebowania. Czytaj dalej »

5 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , , , ,