Witamy was dzisiaj w krótkiej serii artykułów poświęconych NIE uczeniu się języka japońskiego. Jak często spotykacie ludzi, którzy mówią “Chciałbym się nauczyć japońskiego, ale…” i podają powody, dla których wydaje im się to niemożliwe. No właśnie, wydaje się. W tym tygodniu – codziennie rzucamy rękawicę wszystkim tym mitom i problemom, bo próbujemy je rozwiązać. Oczywiście nie bez waszej pomocy. To jak WY osobiście radzicie sobie z różnymi problemami może pomóc innym! Dziś…
Chciałbym się uczyć japońskiego, ALE NIE MAM CZASU.
Kluczowy problem, bo czas to coś, czego brakuje nam wszystkim. Obecnie gonienie za karierą, edukacją i przyjemnością rozrywa nas na różne strony i ciężko nam zrozumieć, czemu nie nastąpiła jakaś reforma wydłużająca 24-godzinną dobę o parę bonusowych godzin. Z drugiej strony wszyscy nauczyciele języków obcych trąbią nam o konieczności zasiadania do podręczników i fiszek codziennie! Tylko kiedy?!
Problem ten można rozbić na mniejsze:
- potrzeby porządkowania i planowania sobie czasu
- technik hierarchizowania zadań i oceniania swoich możliwości
- doboru narzędzi, które ułatwią nam ogarnięcie tego bajzlu
Po pierwsze więc, musimy zdać sobie sprawę, że zazwyczaj to nie czasu jest za mało, ale zadań za dużo. Czasu nigdy nie ma więcej lub mniej, więcej lub mniej jest zadań. I to na nich powinniśmy skoncentrować swoje wysiłki dotyczące zwalniania sobie czasu na japoński. Wielu z was pewnie zna słynną anegdotę o wykładowcy, który podczas zajęć pokazywał pojemność naczynia, wkładając do niego najpierw duże kamienie (symbolizujące najważniejsze obowiązki i sprawy), potem mniejsze (przyjmijmy, że w naszym wypadku to japoński), a w końcu wsypywać tam piasek (przyjemności). Wszystko to miało zobrazować prostą, znaną najstarszym góralom prawdę, “Najpierw praca, potem przyjemności”. Efektywne zarządzanie czasem to dostrzeżenie faktu, że doba ma 24 godziny i tyle. A tydzień – 7 takich dób czyli 168 godzin.
Na dobry początek usiądź i wypisz sobie ile czasu zajmują Ci na dobę różne czynności, czy śpisz 12h na dobę jak palnik czy 4h jak Mizuu? Jesz śniadanie? Jeśli tak to w domu przy stole i potem zmywasz, czy w biegu do szkoły pożerasz batonika? Ile czasu zajmuje Ci szkoła lub praca? Co robisz poza tym? Trenujesz karate raz w tygodniu? Trzy razy w tygodniu biegasz na angielski albo wolontariat? Co lubisz robić poza tym? Ile schodzi Ci na transport z miejsca na miejsce? Piątkowy wieczór spędzasz na imprezie? Jesteś chory jeśli raz dziennie nie obejrzysz odcinka Anime albo nie przeczytasz rozdziału jakiejś książki? Może grasz w jakieś MMORPG? To tylko przykłady pytań, które możesz sobie zadać robiąc mały rachunek sumienia. Postaraj się wypisać wszystko i oszacuj czas potrzebny na wykonanie danej czynności. Zadania domowe, kąpiel , plotki z koleżanką przez telefon. Ile to wychodzi w tygodniu? Ile czasu zostaje? Dopisz jakieś 5h marginesu na losowe wypadki – wypad do restauracji z sympatią, imieniny u cioci Wiesi, szkolna uroczystość. Wyszedłeś na minusie? A może został spory zapas?
Idąc dalej, musisz zdać sobie sprawę, które z tych czynności to duże kamienie (spanie, szkoła, praca, jedzenie), a które to piasek (granie w WoWa, oglądanie TV, wiszenie na telefonie, dwugodzinne kąpiele). Oceń, które czynności są absolutnie niezbędne, np. stawiając przy nich czerwoną kropę, a które to tylko przyjemności. Pomyśl, jakie z nich musisz wykonać osobiście (spotkanie z chłopakiem/dziewczyną), a w których ktoś może Ci pomóc lub wyręczyć (zmywanie, oddanie książki do biblioteki). Wokół tych, które są oznaczone jako ważne i do odhaczenia osobiście – organizuj czas – wyznacz im nienaruszalne ramy czasowe (w przypadku szkoły i pracy to łatwe, ale np. trudno trzymać się określonych godzin snu). Zobacz ile czasu Ci zostało – czasem będziesz zaskoczony jak dużo – i powkładaj w pozostały czas resztę zajęć.
Rozbijaj duże zadania na mniejsze. Nie oszukujmy się, naprawdę niewielu z nas potrafi poświęcić 7 godzin w sobotę by napisać referat lub sprawozdanie. Wszystkie duże zadania rozbijaj na mniejsze – np. wyszukiwanie źródeł, układanie planu, pisanie pierwszych dwóch stron etc. Kluczem jest tu efektywność – jeśli za długo siedzimy nad jedną rzeczą, nasza efektywność drastycznie spada wraz z wydłużaniem się czasu przeznaczonego na danie zadanie. Hipotetycznie, na pisanie referatu może nam zejść cały dzień (12h), ale jeśli rozbijemy to na mniejsze kawałki i codziennie zasiądziemy do tego zadania na godzinę, to okaże się, że już po tygodniu mamy to z głowy – oszczędzamy 5h, które normalnie “spożytkowalibyśmy” na przerwy, patrzenie w okno i marudzenie ile mamy do roboty.
Poznaj swój zegar biologiczny – niemal zawsze zasypiam po północy, ale nigdy nie biorę na siebie kreatywnych zadań po 20. To dla mnie czas na chłonięcie danych, chociaż to wtedy większość chłopaków w redakcji zasiada do roboty. Ja odpisuję wtedy na maile, sprawdzam zadania domowe, czytam książki, robię porządki, planuję następny dzień. Staram się wtedy nie uczyć, nie pisać artykułów – nie robić niczego co wymaga z mojej strony zbyt dużego wysiłku – ale wciąż jestem produktywna i jestem w stanie popchnąć wiele mniejszych zadań do przodu. Kiedy Ty najlepiej wykonujesz poszczególne typy zadań? Zrywasz się rano? Masz sporo czasu w południe? Może wolisz noc? Najtrudniejsze zadania wykonuj tylko wtedy, kiedy jesteś najbardziej produktywny. Jeśli jest to ranek, nie pozwól by południe wciąż zastało Cię nad tym samym zadaniem – jutro też jest ranek.
Oddaj się każdemu zadaniu, wykonuj je całym sobą. Czytanie ulubionej prasy i słuchanie radia jest OK. Jedzenie obiadu i oglądanie wiadomości w TV jest OK. Ale nie licz na to, że możesz jednocześnie rozmawiać z kolegami na gg i uczyć się japońskiego. Że jednocześnie zaopiekujesz się młodszym rodzeństwem i napiszesz esej na polski. Przytnij do minimum przeszkadzające Ci czynniki. Kiedy się uczysz, lepiej byś usiadł do książek na 15 minut, ale wyłączył wtedy radio, komputer i telewizję, niż żeby to wszystko szumiało w tle, a Ty na ten sam materiał poświęcił godzinę lub dwie. Trik z językiem obcym jest też taki, że jeśli naprawdę uwielbiasz uczyć się przy muzyce (ja tak!) to zadbaj o to, żeby była ona w tym języku, którego się uczysz lub w ogóle nie miała słów. Uwaga ma tendencje “uciekać”, żeby wsłuchać się w słowa w naszym otoczeniu, jeśli będą w innym języku niż ten, który mamy przed oczami – murowana klapa! Zapamiętamy znacznie mniej!
Wyznaczaj sobie bardzo jasne i precyzyjne cele. Są bardzo ważne w nauce języka japońskiego. Napisanie w kalendarzu “dentysta” mówi nam wiele – najczęściej albo chodzi o to, żeby zadzwonić i umówić się na wizytę, albo na tej wizycie się pojawić. Ale co ma oznaczać hasło “japoński”? Może przecież oznaczać masę rzeczy! Lepiej napisać “japoński – konwersacja z Wiktorią-san”, “10 nowych kanji” albo “jeden rozdział z książki do gramy”. To da nam poczucie większej kontroli nad tym, czego i jak się uczymy. Wyznaczajmy też bardziej długofalowe cele, które nadadzą kierunek tym codziennym staraniu “w tym miesiącu nauczę się form warunkowych czasowników”, “do końca roku opanuję słownictwo na JLPT4″, “w tym tygodniu nauczę się nazw kolorów po japońsku” “do końca wakacji opanuję 100 nowych kanji”, “napiszę chociaż jedną notkę na blogu po japońsku” – to tylko przykłady, możecie wyznaczać sobie cele, które odpowiadają waszym potrzebom. Pamiętaj tylko, by były to jasne cele “do końca roku będę czytał Mangi w oryginale” lub “wyrobię sobie perfekcyjny japoński akcent” – są niemierzalne, nieprecyzyjne i mało realne.
Lekcja to nie tylko podręcznik i nauczyciel. To prawda, z japońskim trzeba spędzać jak najwięcej czasu by się go nauczyć, pamiętajcie jednak, by nie dać się zwariować książkom. Zawsze przypominam moim uczniom, że muszą się uczyć japońskiego codziennie, ale wskazuję też inne metody – wskazuję strony w internecie do poczytania, filmy do obejrzenia, ćwiczenia do wykonania, muzykę do posłuchania. Jest tyle rzeczy, które można zrobić z językiem, że szczególnie w pogodny, wolny dzień, książka jest ostatnią opcją do wyboru. Pamiętajcie o tym, w planowaniu swojej nauki – Twój kwadrans z japońskim to nie tylko siedzenie nad Huszczą i Heisigiem, to także odcinek Pokemona.
Planuj, planuj, planuj! Zarówno długofalowo i krótkofalowo. Miej pod ręką lub w zasięgu wzroku karteczkę z zadaniami na dzisiaj - najlepiej w kolorze: co koniecznie trzeba zrobić dzisiaj, co zostało nam do zrobienia z wczoraj i nie cierpi zwłoki, co jest do zrobienia, gdy zostanie czasu, ale może być zrobione jutro (nie dajcie się złapać w pułapkę odkładania na dzień kolejny, jeśli coś spychasz na jutro po raz trzeci czy czwarty – weź się za to natychmiast, rozbij to na mniejsze czynności itd.). Miej też kalendarz ścienny lub terminarz, w którym będziesz mógł zaplanować bardziej długofalowe zadania. Poświęć dosłownie 10 minut dziennie na zaplanowanie jutrzejszych obowiązków i zrewidowanie dzisiejszych osiągnięć lub postępów w większych przedsięwzięciach. Bądź z siebie dumny.
Oczywiście nie musisz wiercić dziury w ścianie, żeby powiesić kalendarz lub wydawać 30 złotych na terminarz w Empiku, możesz posłużyć się najprostszym kalendarzem i notatnikiem w komórce albo skorzystać z dobrodziejstw internetu . Ja jestem orędownikiem Googla z jego Kalendarzem i Notatnikiem – pomogą wam zorganizować wszystko w mgnieniu oka. Ale możecie też wypróbować takie serwisy dedykowane jak Remember the Milk (łatwo zresztą synchronizowalnego z Googlem), TaDa! List czy Zoho Planner. Ważne, by narzędzie to odpowiadało waszym potrzebom, było ZAWSZE pod ręką i było przejrzyste w obsłudze.
To tylko kilka porad, na internecie znajdziecie znacznie więcej dyskusji, artykułów i materiałów. Poniżej kilka ciekawych tekstów w języku angielskim, wybranych do tego tematu przez Kota (dziękujemy Kocie!):
- Finding the Time to Learn a New Language
- Learn a Language by Taking Advantage of “Hidden Moments”
- New Lawyer: “I Have No Time To Learn English”
- Audio Books – Kill Dead Time and Learn and Earn More at the Same Time































2009-09-14 godz. 22:55
“Może grasz w jakieś MMORPG?”
* KASZEL KASZEL *
Na szczęście japoński też jest trochę uzależniający :D
[Odpowiedz]
2009-09-15 godz. 00:07
“wykładowcy, który podczas zajęć pokazywał pojemność naczynia, wkładając do niego najpierw duże kamienie, potem mniejsze, a w końcu wsypywać tam piasek”
A potem podszedł student, spytał się czy słoik jest już pełny i po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej wlał tam puszkę piwa ;)
Wniosek – na piwo zawsze znajdzie się miejsce ]:->
[Odpowiedz]
Mizuu Reply:
Wrzesień 15th, 2009 at 06:54
Tego w pierwszej wersji nie było, w przerobionej była woda. A piwo wymyślili zachlani dzień w dzień studenci, którzy chcieli jakoś usprawiedliwić swoje kiepskie oceny na studiach. Przykro mi Modrzew, alkohol nie jest przewidziany w planie dnia osoby, która sama sobie sterem i okrętem.
[Odpowiedz]
2009-09-15 godz. 12:25
dzięki za ten artykuł! cały czas niestety narzekam na brak czasu (chociaż myślę że w dużej części połykam go przed komputerem: uzależnienie xD). Wypróbuję Wasze metody i zobaczymy, może znajdzie się dla mnie czas nie tylko na naukę japońskiego, ale i na większą uwagę dla przedmiotów szkolnych ^^
P.S. Kiedy będzie następna część j4bpl? :3
[Odpowiedz]
Mizuu Reply:
Wrzesień 15th, 2009 at 15:32
Już za kilka godzien będzie można przeczytać następny ^^! Mam nadzieję, że spędzisz ten tydzień z nami!
Co do PS -> zależy to od Sayuri, rysunki do kolejnego rozdziału wciąż są nieskończone, ostatnio posłaliśmy jej nawet maila, że wszyscy czekamy – w między czasie będziemy polecać Anime :D
[Odpowiedz]
2009-09-17 godz. 13:23
Oooo, widze Link to Barry’ego Farbera!:D Polecam jego ksiazke: How to Learn Any Language Quickly, Easily, Inexpensively, Enjoyably and On Your Own.
Hym, jak radze sobie z czasem? Poswiecam chwile przyjemnosci na nauke. Ograniczam moje dodatkowe zajecia, sprawiajace mi tylko i wylaczie przyjemnosc do minimum. Tjaa, moze troche masochistyczne, ale dziala. Bo jezyki jednak sprawiaja mi jeszcze wieksza frajde, niz zagrana gra, obejrzany po angielsku film, czy cokolwiek innego, co nie daje mi realnych korzysci. Po prostu potem sie siebie pytam: co mi dalo to i to. Co mi to da w przyszlosci. I to wystarczy.
No i przede wszystkim – jesli zaplanuje, ze zrobie tyle i tyle dzisiaj – to to robie, chocbym juz padala na pysk. Konsekwencja najwazniejsza.:)
W ogole, wsio co najwazniejsze napisala Mizuu.
Pozdrawiam.
[Odpowiedz]
2009-09-20 godz. 03:45
Rada dla tych >18, a konkretnie uczęszczających do szkół. Są lekcje, których nienawidzisz? Na których nudzi Ci się i nie możesz wytrzymać? Jeśli tak, to ucz się w tym czasie japońskiego. Ja uczę się w ten sposób kanji. Na pewno odbiję się to na ocenach (kwestia podzielności uwagi), ale za to mnóstwo czasu się oszczędza.
[Odpowiedz]
Mariko Reply:
Wrzesień 21st, 2009 at 13:55
Barryfaber sie tak uczyl chinskiego na lacinie, ktora bardzo szybko znienawidzil:) A pozniej koles nauczyl sie ok 20 jezykow mniej lub bardziej plynnie wiec…:)
[Odpowiedz]
2009-09-20 godz. 23:42
[...] japoński wcale NIE jest prosty!Ordo o TYDZIEŃ NA NIE: Bo japoński wcale NIE jest prosty!Ordo o TYDZIEŃ NA NIE: Bo NIE mam czasu.Kaosu no Tenshi o TYDZIEŃ NA NIE: Bo japoński wcale NIE jest prosty! Kategorie Wybierz kategorię [...]