RSS
people

W DWA OGNIE: Dzień Kwitnącej Wiśni 2009 – Bytom

Pośród zamieszania związanego z końcem semestru, ponad połowa redakcji (Mizuu, palnik, Lort i Doli) wyskoczyła “wypocząć” do Bytomia na imprezę japonistyczną nazwaną Dzień Kwitnącej Wiśni. Wypocząć nie było łatwo…

_dsc06492

Impreza została już następnego dnia rano okrzyknięta Dniem Kwitnącej (lub Kapiącej) Wilgoci. Cały dzień siąpiło lub padało, było mokro i buro. Z tego powodu cosplayerzy byli faktycznie miłą i kolorową odmianą, a i dziewczęta, i kobiety pomykające w yukatkach i kimonach po PJWSTK (niezależnie od tego, czy miały poły kimon założone tak jak trzeba, czy tak jak się martwych ubiera) wyglądały jak kwitnące kwiaty. Niestety na sam cosplay nie trafiliśmy z prostego powodu – razem z Lortem chcieliśmy wysłuchać kilku prelekcji, które odbywały się w innym budynku niż cosplay. Nie był to najlepszy pomysł. Straciliśmy masę czasu niepotrzebnie. Ludzie zalegali na korytarzach, bo wszystko wyglądało jak przygotowane na ostatnią chwilę, przy wejściu nie było nikogo, żeby zaoferować chociażby najmniejszy informator, bo i o tym, że informatory są w ogóle wydrukowane organizacja zdołała sobie przypomnieć jakoś 3h od rozpoczęcia imprezy. Co na jednodniową imprezę wpływało źle. W samym informatorze nie było niektórych odbywających się prelekcji (przykładowo prelekcji o grach japońskich Piotra “NMXa” Bodery, który wpadnie do nas gościnnie na Kantan da! niebawem), za to była masa atrakcji nie odbywających się nigdzie. Z 5 planowanych wykładów/pokazów, trafiliśmy z Lortem tylko na 2 faktycznie się odbywające, z tym jedna – za sporym opóźnieniem. Ludzie siedzieli w pustych salach i czekali aż coś wydarzy. Nic wydarzyć się nie miało prawa, bo prezenterzy nie dojechali albo byli źle poinformowani (jeden z wykładających żalił się, że o tym, że miał coś poprowadzić o 11, dowiedział się grubo po 13). Sprawę próbowały uratować wystawy – papierowych lalek japońskich, broni czy bonsai. Jednak umówmy się, chociaż były przepiękne, na obejście pomieszczeń wystawowych z dużym zapasem wystarczyło 30 min. Z tego co wiem, zupełnie inna ekipa była odpowiedzialna za wszelkie rozrywki spod szyldu gry (goiści, DDRowcy, ITGowcy, consol room) i te były, pomimo nieodpowiedzialności samych organizatorów DKW postawione naprawdę świetnie i dobrze obsługiwane (można było nawet poskakać na automatach!). Ale w tej kwestii oddam głos naszemu Wiecznie Skaczącemu – palnikowi:

_img_3008

Wita Was palnik. :) Krótko chciałem opisać to, co działo się w salach ITG (In The Groove) oraz DDR/Stepmania, ponieważ spędziłem tam znakomitą większość czasu, nie bacząc na inne atrakcje oferowane przez organizatorów. A działo się całkiem sporo, chociaż mogło więcej. Cieszył fakt, że stanowiska cały czas były oblegane, cały czas ktoś skakał. Nie miało to znaczenia czy wymiatał, czy dopiero zaczynał, każdy bawił się tam doskonale.
Krótko o aspektach technicznych: w sali ITG były dostępne dwa automaty z zainstalowanym na nich ITG PC, które cały czas działały niemalże doskonale (czasami strzałki nie stykały, albo włączał im się autofire, ale to nie był problem nie do rozwiązania), z czego jeden automat został wyłączony tylko na czas turnieju (o tym za chwilę). W salce obok był dostępny automat z zainstalowaną Stepmanią (na nim nie tańczyłem), a tuż obok niego był system ITG Multiplayer, na którym miałem okazję bawić się już na konwencie BAKA Y2K8. Jak widać, było na czym wyciskać z siebie siódme, ósme, a nawet dwunaste poty (mała aluzja do poziomów trudności).
Krótko o turnieju. Dlaczego krótko? Bo zająłem ostatnie miejsce… Turnieju, a nie turniejach, jak to miało planowo wyglądać, gdyż z dwóch zrobił się jeden (na Gran Prix nie dotarła czeska ekipa) – Mistrzostwa Polski w ITG. Znalazła się tam większość czołowych polskich graczy, a wyniki nie zaskakują. O poziomie piosenek się nie wypowiem, zwycięzcom gratuluję zdobytych nagród (a było co zdobywać! konsole, telewizory, ech…) i liczę na następne spotkanie.

Dobrze, to ja po nim dokończę. Najlepsze wrażenie i tak pozostawiło afterparty. Chociaż warunki sypialniane mogły trochę do życzenia pozostawiać (ach, te grzybki!) to jednak obudzenie się w hostelu pełnym mangowców i japonofili i zobaczenie przez okno jak biegają po podwórzu myjąc zęby… było bezcenne. Po raz kolejny ludzie potrafili udowodnić, że sami mogą sobie zorganizować czas… tylko czy trzeba po to ogłaszać jednodniową imprezę, która mocno kulała? Dobrze, że przyjechali Ci, nie inni. Sporo znajomych twarzy, które z tego miejsca chcielibyśmy pozdrowić i życzyć sobie po cichu, że jak nas następnym razem wyciągną na imprezę z dala od naszych domów to będzie co robić.

_img_30444

PS. Wykład o języku japońskim, chociaż był prowadzony przez przeuroczego sensei’a Lipszyca z UW, który był nawet łaskaw po fakcie uciąć sobie z nami krótką pogawędkę po japońsku, trochę nas zawiódł. Informator utrzymywał, że “Zarówno amatorzy, jak i znawcy językowi znajdą z pewnością coś dla siebie.” – co prawda padło trochę techniczych terminów, które miały połechtać językoznawców, ale były to zupełne podstawy podstaw, do tego z prezentacją przygotowaną przez kogoś innego, przez co wyniknął z tego mały chaos. Szkoda.

2 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , ,

Po japońsku tatuuj mnie!

Przez naszą redakcję przewija się ostatnio burza nieprzyzwoitej wręcz ilości pracy i z wytęsknieniem wypatrujemy już wakacji. Naprawdę przepraszamy za zastoje. BTW, zamknęliśmy zapisy na warsztaty kanji – ale nie do wszystkich udało nam się dotrzeć na komunikatorach w celach potwierdzenia. Zaczynamy w następną środę, a że redakcja niemal w pełnym składzie wybiera się na Dni Kwitnącej Wiśni w Bytomiu, do weekendu chcielibyśmy mieć wszystko dopięte, maile ze szczegółami wysłane. Jeśli jakimś cudem Mizuu nie zapukała do Ciebie, zapukaj na jej mail redakcyjny!

Dziś o tatuażach. Nie o kulturze, nie o yakuzach. Za to jeśli kiedykolwiek marzyliście o zostaniu japonistą, pamiętajcie o zaszyciu się z tą informacją w najczarniejszej dziurze internetu. Jak tylko się dowiedzą 9 na 10 maili w Twojej skrzynce będzie dotyczyło projektowania tatuaży, bowiem każdy fascynat Japonii marzy o tym, żeby obnieść się ze swoją pasją na ramieniu, karku czy łydce. Problem polega na tym, że Ty chcesz sobie wytatuować “wolność” a dostajesz coś takiego:

tatuch1

Ten osobnik ma na swoim ramieniu typowe znamię złośliwości, prawdopodobnie dziergacza z Azji, pod postacią napisu “GAIJIN“, które wszem i wobec oznajmia światu, że jest debilem i Azja ma go w pogardzie. Od razu mi się przypomina pewna anegdota. Wracam z zajęć, przede mną na przystanek śpieszy pani ubrana jakby na dworze było 40 stopni, a nie, jak w rzeczywistości, 15. Na jej ramieniu dojrzałam jakiś zarys kanji i wiedziona ciekawością wyczekałam dogodny moment, żeby przyjrzeć się im bliżej. Stojąc za nią na przejściu dla pieszych wybucham śmiechem. Kanji jak byk głoszą, chociaż wydawało mi się to możliwe tylko w dowcipach, “ostry ptak”.

Dziś więc, by światu zadość uczynić za krzywdy i zapobiec kilku tragediom – kilka uwag i rysunek poglądowy.

Po pierwsze, facet, który Cię tatuuje nie zna celtyckich run, japońskich kanji ani sanskrytu. On ma zapewne skserowany od poprzedniego właściciela salonu katalog co, rzekomo, co oznacza i jedzie z tego bryku już któryś rok. Chcesz mieć tatuaż po japońsku? Poproś o radę native’a! Japoniści i sinolodzy (a także przedstawiciele innych filologii związanych z egzotycznymi pismami) mają was już dosyć!

Po drugie, pamiętaj, że wielu artystów ma taką małą “ups-tendencję”, żeby nanosić kalkomanie w lustrzanym odbiciu. W przypadku obrazków i tribali nie robi to szkody, natomiast odbite w lustrze kanji jeśli nie zmienią znaczenia, wyglądają komicznie. Jeśli nie żałośnie.

Po trzecie zaś zastanów się w jakim języku ten tatuaż chcesz mieć. Znaki i słowa japońskie różnią się od chińskich, a oba te typy z kolei od ideogramów, które przez jakiś czas używane były w Korei. I tu właśnie następuje rysunek poglądowy z wzorami tego jak powinny wyglądać tatuaże na 9 najbardziej popularnych pojęć wraz z odczytaniem i odpowiednikami w języku chińskim. Chińskie odpowiedniki zostały dla nas łaskawie przygotowane przez Anię-senpai, która w Chinach już bywała i o projekty tatuaży też już ją proszono. Dzięki, Aniu!

tatuaze1

Jak widać, łatwo nie jest. Ale pewnie teraz posypią się anegdoty z waszej strony, więc czekamy, te opowieści zawsze są śmieszne do łez.

22 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , , ,

Jak dopracować swój akcent w języku japońskim?

Dzisiaj, ze specjalnymi pozdrowieniami dla Marty-san, zajmiemy się akcentem ZDANIOWYM. Specjalnie, żeby rozważyć ten problem, przygotowaliśmy z palnikiem tekst z podręcznika 「初級からの日本語スピーチ」 dotyczący bardzo losowego tematu: pewnego Mongolskiego święta. Tekst wygląda tak (printer friendly!):

akcent

To natomiast nagranie:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

[download]

Gwiazdki pod tekstem to bardzo ważne i kluczowe uwagi, które teraz rozwiniemy:

  • Po partykule tematu (tj. WA) należy zrobić krótką przerwę na zaczerpnięcie oddechu. To pomaga słuchaczowi uzmysłowić sobie, że temat właśnie został wymieniony.
  • Ważne wyrazy, oczywiście nie tylko w trakcie mówienia po japońsku, powinny być poprzedzone pauzą i mieć pauzę po sobie. Dzięki temu uwydatniamy je w toku wypowiedzi.
  • Język japoński jest językiem sylabicznym, więc uważajcie, by nie robić przerw w środ ku wy razów bo tekst sta nie się nie czy telny. Miejscem, gdzie możecie zaczerpnąć oddechu są partykuły. Powinny być “przyklejone” do wyrazu – palnik w niektórych miejscach bierze wdech w trakcie partykuły, żeby ukazać jak ten błąd brzmi – a brzmi dziwnie. Powinno być wyraz+partykuła i wdech.

To o pauzach, jeszcze kilka uwag o akcencie.

  • W wyrazach akcent powinien paść na iloczas (przedłużoną głoskę), lub być stały, jeśli iloczasu brak.
  • W zdaniu akcent powinien definitywnie opadać ku końcowi. Kiedy zdanie kończy się na pytajne “KA” albo “NO” akcent musi się oczywiście wznosić i to nie desperacko na samym końcu. To częsty błąd wśród moich uczniów podczas czytania, na który jest prosty sposób – skoro większość informacji gramatycznych znajdziemy na końcu zdania, rzućmy na niego okiem zanim zaczniemy czytać. W zdaniach zakończonych na partykułę “NE” lub “YO” to na nie właśnie powinien paść największy nacisk.

Jak ćwiczyć poprawny akcent w zdaniu lub słowie?

  • CZYTAĆ! Czytanie na głos materiałów z lekcji, Mang czy gazet. To nie tylko usprawni naszą płynność, ale pomoże obyć się z nowymi konstrukcjami i bezlitośnie obnaży braki w kanji.
  • SŁUCHAĆ I POWTARZAĆ! Po bohaterach w Anime, filmach, paniach z wiadomości – pobawcie się w aktora, przesadzajcie, przedrzeźniajcie. Kiedy będziecie już po prostu mówili to wam się wypośrodkuje.
  • MÓWIĆ! Kiedy tylko jest okazja, odzywać na lekcji, konwersować ze znajomymi Japończykami i innymi uczącymi się japońskiego. Praktyka czyni mistrza.

A z czym Ty miałeś lub masz najwiekszy problem, kiedy mówisz po japońsku? Jak z tym walczysz? Jakieś rady dla innych?

11 Komentarze(y) | Tagi: , , , ,