RSS
people

Co łączy Mazury i Japonię?

Odpowiedź jest prosta – Michaś Mazur-san, zwany Mazzim. Z ludzi, którzy kręcą się w kulisach kantan da, zasługuje on chyba na wyraźną wzmiankę. Kim jest? Od paru lat kojarzył mi się wyłącznie z częścią składową redakcji PSX Extreme – pisma, z którym sympatyzowałam ze względu na miłość do opisów japońskich popierdółek (głownie na handheldy), a także obecność innych wyśmienitych osobistości typu mój senpai Tap-chan. Potem był komentarz u mnie, komentarz u niego, potem rozmowy w czasie pracy na komunikatorach.

Cenię tego skubańca z całego serca. Niby misiek, ale wszystko co robi, robi na maksa. I doskonale się uzupełniamy. Kiedy dosyć już macie u mnie języka skoczcie poczytać o japońskich fetyszystach , ochronie środowiska spod szyldu kawaii , tudzież przygotujcie się już na Boże Narodzenie.
Na pewno nie będziecie znudzeni.

2 Komentarze(y) | Tagi: , , , , ,

Ognisty Lis no Jutsu

czyli dlaczego Firefox jest najprzydatniejszą przeglądarką w nauce japońskiego

Notka ta powstała dzięki pomysłowości Haku. Bardzo dziękujemy!

Sama jestem wierna Firefoxowi od bardzo dawna. Ilość dostępnych wtyczek idzie w tysiące – są szalenie pomocne. Przeglądarka stabilna i jedyne co zmusi mnie do odwrotu od tej opcji to wyjście Google Chrome z wersji beta – wtedy miłość i uwagę będę pewnie dzielić po połowie. Jeśli ktoś nie jest przekonany kwestiami bezpieczeństwa, stabilności czy bycia user-firendly, być może ta notka skłoni go do refleksji czy nie dobrze byłoby [zajrzeć tutaj] i ściągnąć najnowszą wersję lisiej przeglądarki, aby już na zawsze porzucić Internet Explorery, Opery i inne.

15 minut dziennie z językiem działa cuda, powtarzam wszystkim adeptom tajemnych sztuk lingwistycznych. Jeśli możecie poświęcić więcej – to świetnie – ale nigdy mniej. Ale zapytajcie się ile czasu spędzacie na sieci? Faktycznie, po krótkim przygotowaniu teoretycznym – można też nauczyć się czegoś w odmętach internetu. Możemy przecież porozmawiać z nativami i mamy dostęp do wszystkich japońskich newsów – gazet, radia, telewizji. Są też różne kursy. Na czym polega problem – te wszystkie rzeczy najczęściej przydają się nam kiedy już coś wiemy – nasz kiepski angielski w połączeniu z jeszcze gorszym angielskim nastolatka japońskiego, od którego chcielibyśmy się czegoś nauczyć to jakaś masakra. Ja sama, chociaż uważam, że japoński JEST prosty – płaczę nad poziomem internetowych źródeł – te dobre, które naprawdę przysłużyłyby się samoukom – często urywają się bez aktualizacji po nauczeniu biedaków kany i konstrukcji twierdzących, przeczących i pytajnych z desu. Powielają po stokroć błędy typu itadakimasu = smacznego (kulturowe faux pas gotowe). Złota zasada na początek – nigdy nie korzystajmy z jednego źródła będąc samoukiem. Nawet najlepszy internetowy kurs, w którym czujemy, że robimy postępy i jest super (może naprawdę jest!) powinien być konsultowany z jakimś innym. A najlepiej – z kilkoma innymi.

A druga nasza złota zasada na dziś (oprócz zasady zero – NAUCZ SIĘ KANY!), do której po tym przydługawym wstępie dochodzę – powinieneś mieć wtyki i z nich korzystać. Mówię, mochiron, o plug-inach w Firefoxie ;). Przygotowaliśmy dziś przegląd kilku co ciekawszych wtyczek, które pozwolą wam doskonale wykorzystać czas spędzony na internecie na maxa.

1. Furigana Injector

To pytanie pada na każdym forum – znacie jakieś dobre strony z tekstami w hiraganie? Odpowiedź brzmi – znamy, może jedną, dwie. Żywy japoński nie korzysta tak jak niektóre żałosne podręczniki co najwyżej z hiragany – kana i kanji to jednak materiał którego nie da się opanować całego naraz, zupełnie i natychmiast. Nawet ja nie znam jeszcze tylu kanji, żeby mnie to zadowalało (ale co tydzień systematycznie siadam do nowych znaków, złożeń, czytań i znaczeń)!! I wtedy z pomocą przychodzą nam książki posiadające nad kanji furiganę – zapisane mniejszą czcionką odczytanie w hiraganie. Tego nie da się niestety zażądać od każdego twórcy japońskiej strony. No, do tej pory się nie dało. Kiedy zdecydujecie się na tą wtyczkę – po prawej na dolnym pasku przeglądarki pojawi się ikonka z czarnym kanji. Będąc na japońskiej stronie – klikamy w to i po chwili strona pojawia się z furiganą. Projekt wciąż jest ulepszany – chociaż nie widziałam jeszcze, żeby źle dobierał czytania. W domyślnej instalacji program ma listę kanji, które należy pominąć przy tworzeniu czytań. Dzięki temu możecie się sprawdzić – wklepywać mu w okno właściwości kanji, których odczytania już znacie i przyśpieszyć tym samym trochę działanie programu. Nieodzowną wtyczką w wypadku Furigana Injector jest jej dopełnienie :

2. XHTML Ruby Support

Ruby Support w programach typu edytory językowe czy przeglądarki internetowe pozwala na wyświetlanie furigany nad znakiem. Bez instalacji tej wtyczki odczytania będą pojawiać się w nawiasach obok wyrazu co może nam nie tylko rozjechać stronę w layoucie, ale też po prostu utrudnić odczytanie czegokolwiek. Poza tym pamiętajcie, gdy czcionka na stronie jest drobna – wchodzicie w Firefoxie w menu Widok -> Powiększenie i nie psujecie oczu dobierając sobie odpowiednią wielkość czcionek. Po instalacji żadna dalsza konfiguracja nie jest wymagana.

3. Kanji-lish

To chyba najzabawniejsza wtyczka, której czasem używam. Kiedy jesteście już wyposażeni w jakiś dobry słownik (chociażby jeden z polecanych internetowych) i umiecie dobrze z niego korzystać – to całkiem niezłe narzędzie. Co ono robi? Ano mianowicie zamienia pierwszą literę wyrazu ze stron angielskich (i podajże francuskich, jest taka opcja do zassania) na kanji. Opcjonalnie – cały wyraz. Jeśli nie mamy problemu z tekstami angielskimi – pomaga nam to szybciej zapamiętać znaczenie podstawowe danych znaków.
Jest kilka problemów z tym narzędziem – wiele wytyka sam twórca. Plug-in jest malutki, to nie sztuczna inteligencja – tym samym nie rozróżnia homofonów. Przykład podany już w opisie to “bow” jak łuk, “to bow” jak ukłonić się i “bow” jak kokarda na prezencie. W angielskim wbrew wszystkiemu tak samo brzmiących wyrazów, albo takich zmieniających znaczenie w zależności od kontekstu jest wiele. To samo idzie w drugą stronę. Znak 日 może oznaczać np. dzień, słońce, od tego znaku zaczyna się złożenie Japonia albo niedziela. Wtyczka przyporządkowuje mu tylko jedno słowo (day).
Ponadto, programik działa dosyć wolno. No i ostatni gwóźdź do trumny – nie uczy niczego poza jednym ze znaczeń – ani odczytania, ani kolejności kresek, ani złożeń. Ponadto wariuje w zależności od ustawień. Moje proponowane, działające najsensowniej to : ustawienie słownika na Heisig’owski, zamiana tylko pierwszej litery, Operation mode: OFF. I mimo to, czasem można się skrzywić ze zdziwienia. Ale pomysł i inicjatywa ciekawa.

4. Rikai-chan i Perapera-kun

Coś, co jest nieocenioną pomocą zarówno przy czytaniu kantan da jak i jakiegokolwiek innego źródła po japońsku. To słowniki oparte na tej samej bazie danych co Wakan. Nadają się więc i do japońskiego i do chińskiego, tłumaczą na angielski, ale tez niemiecki, francuski i rosyjski. Trochę duże, ale naprawdę warto. Najeżdżacie na słowo znak, a wtedy pokazuje wam się znaczenie, odczytanie, informacje gramatyczne etc.
To jest jeden z tych reklamowanych w Telezakupach Manga “Must Have!”.
Krótka notka czym się różnią. Perapera-kun był budowany na starszej wersji Rikai-chan (0.5x jakiejś, obecna ma numer 1.04), tym samym niedociągnięcia czy kwestia słownikowa była tam już rozwijana na własną rękę – czasem nie ma czegoś w jednym, a jest w drugim. Rikai-chan ma oba języki wejściowe w jednym pliku i wszystkie wyjściowe. Perapera-kun ma oddzielne wersje dla chińskiego i japońskiego i wyjściowym jest tylko angielski, ale za to, umożliwia wysyłanie interesujących nas słów do osobnego pliku, dzięki czemu można łatwo stworzyć listę do wydrukowania / nauki / importowania do jakiegoś programu fiszkującego (flashcards dla tych, którzy nie lubią polskiego odpowiednika). Możecie instalować jedno, drugie albo oba, ale słownik trzeba ściągnąć rikaichanowy. Do tego, od czasu jak wyszedł Firefox 3.0 trwają prace nad podobnym narzędziem (na razie nazywa się Fetchimi), które z angielskiego tłumaczyłoby na japoński. Będziemy mieć rękę na pulsie w tej kwestii.

To wszystko co na dzisiaj przygotowaliśmy. Instalować i nie marudzić nigdy więcej, że nie możecie czegoś przeczytać czy znalezć w słowniku ;).

6 Komentarze(y) | Tagi: , , , , , ,

Partykułowa odwieczna walka płci

Dotknę dziś czubka góry lodowej – mężczyźni i kobiety mówią inaczej po japońsku! Obchodziłam to stwierdzenie szerokim łukiem omijając konkrety, na waszą prośbę pokażę wam czego unikać jako facet, żeby nie zabrzmieć gejowsko lub pretensjonalnie (osobiście nie mam nic do gejów, ale mówca może nie chcieć za takiego uchodzić), a czego nie mówić będąc kobietą jeśli nie chce się zostać chłopczycą, osobą obcesową, nieokrzesaną lub niegrzeczną. Dziś skupię się na partykułach. Ale słowo uwagi – formy zwane popularnie masu-desu są w potocznej mowie kobiece, męski są formy proste (zwane potocznie ta-da).

No to do dzieła!

baby górą?

baby górą?

Partykuły jako takie, truizm, pełnią wiele funkcji. Te funkcje, które są czysto gramatyczne, nie są zbytnio zależne od mówcy. Nie mogę zmienić formy ani miejsca w zdaniu. Różnice płci wychodzą w praniu – tzn. na końcu zdania. Partykuły (i formy!) na końcu zdania są najmocniej nacechowane emocjonalnie, najmocniej wyrażają poziom uprzejmości zdania, determinują jego czas i tryb. Z tego też powodu, kiedy w mowie potocznej (nie z szefem, nie z nauczycielem, nie w sklepie czy na ulicy) chcemy brzmieć naturalnie, należy sięgnąć m. in. do partykuł na końcu zdania. To żadna filozofia w tym sensie, że chodzi o zupełnie ostatnie słowo/sylabę, które jest niezmienne.

Jeśli chcemy więc nadać zdaniu znaczenie emfatyczne, położyć nacisk, włożyć w to więcej emocji, na końcu wrzucamy słyszane z lewa i prawa よ. Ale, ale możemy też uczynić to bardziej męskim – przez powiedzenie だよ - albo bardziej żeńskim – przez sformułowanie tego のよ. Pamiętajmy, że to jakby narzuca nasz punkt widzenia rozmówcy. Jeśli chcemy raczej poszukać akceptacji, zadać pytanie retoryczne, znaleźć wspólny punkt, robimy to partykułą ね. Dziewczęta dodadzą najbardziej kobiecą partykułę i powstanie – わね, za to mężczyźni dla odmiany zapytają raczej よね. Możemy też zadać pytanie mniej retoryczne – kobieco byłoby się trzymać gramatyki – partykuła か zdaje egzamin. Obie płcie mogą zapytać też przez の, szczególnie w formie prostej, jednak częściej czynią to faceci. Pamiętajcie, że obie te partykuły muszą mieć intonację pytajną (rosnącą), inaczej か zmienia się w partykułę alternatywy (lub), a の typową nacechowaną emocjonalnie kobiecą partykułę, która ma na celu złagodzenie wydźwięku wypowiadanego osądu.

Jest kilka takich partykuł – Japończycy (to generalizacja dosyć celna) nie lubią inwadować czyjejś prywatnej przestrzeni, wszelkie osądy i stwierdzenia subiektywne często próbują jakoś ugłaskać ubierając je w odpowiednie formy i wykańczają je partykułami. Powyższy przykład z の, to tylko jeden z nich. Poza tym mamy jeszcze kobiece わ, i męskie な(あ). Idąc dalej – często mamy jakieś “ale”, zarówno w środku zdania jak i na jego sztucznym końcu, kiedy urywamy je chcąc pokazać wahanie, okazać grzeczność itp. Spod typowego szyldu unisex mamy が (nie mylić z tym が od tematu), mamy też けど – i tu szczerze mówiąc mam problem, ponieważ konsultując swoją rzetelność z różnymi źródłami, raz pisano / mówiono, że to typowo kobieca forma, innym razem, że typowo męska. Być może to po prostu forma bardziej potoczna i na tym polega cała filozofia, a ja dałam się nabrać, że to partykuła przypisana płci.

Mogłabym się tu usprawiedliwiać. Po japońsku podawanie powodów też ma dosyć uniwersalną partykułę から, ale gdybym chciała brzmieć delikatnie użyłabym もの. Po małej mutacji do もん、partykuła ta znowu staje się odpowiednia dla obu płci w mowie mocno potocznej z przesunięciem w kierunku mężczyzn. Jak to mawiają, język jest bardziej żywy od swoich użytkowników czasami. I eeeee, tego tennnn, nooo…. czasem się trzeba zastanowić. Wydawane podczas zastanawiania się, profesjonalnie w lingwistyce nazywanego przerwą hesytacyjną, dźwięki też różnią się dla obu płci. Unisex jest raczej あの(う~~) , kobietki uśmiechają się trochę nieobecnie i przewracają oczami do えっと~~, zaś faceci z głębokim westchnieniem deklamują さあぁ~~. Nie mylić z さ, które wraz z や są dla mnie ciekawostką lingwistyczną poniekąd (szczególnie to drugie). さ idzie po czasowniku i w męskich ustach oznacza, że to co zostało powiedziane, ma nie być brane zbyt serio, albo, częściej, że jest to rzecz powszechnie znana i oczywista np. もちろん勝ったさ! – znaczy oczywiście, że wygraliśmy (a w podtekście – to było z góry wiadome, przeciwnicy byli znacznie słabsi lub coś w tym stylu). Natomiast や postawione na końcu zdania to też partykuła typowa męska używana gdy facet… mówi sam do siebie. I próbuje sam siebie do czegoś przekonać. Przykład. Szef wyrzucił biednego chłopczyka z pracy – tuż przed grudniową “trzynastką”, za którą ten planował sobie kupić nowe Lamborghini (zakładamy, że trzynastki rozdaje Bill Gates hojną ręką ;)) . Ten z bólem serca przegląda katalog samochodów. Po polsku mógłby powiedzieć dajmy na to “No to pokupowane…”, albo “To sobie chyba nie kupię tego, co?”. I właśnie to “co?” skierowane do swojej osoby zastąpiłoby to や – np. 今はこれを買えないや. Świat jest cudowny.

Mam nadzieję, że ten trochę przydługawy wywód wzbogacił trochę wasz potoczny japoński. Wkrótce kolejne notki.

3 Komentarze(y) | Tagi: , , , ,