26
09
2008
czyli dlaczego Firefox jest najprzydatniejszą przeglądarką w nauce japońskiego
Notka ta powstała dzięki pomysłowości Haku. Bardzo dziękujemy!
Sama jestem wierna Firefoxowi od bardzo dawna. Ilość dostępnych wtyczek idzie w tysiące – są szalenie pomocne. Przeglądarka stabilna i jedyne co zmusi mnie do odwrotu od tej opcji to wyjście Google Chrome z wersji beta – wtedy miłość i uwagę będę pewnie dzielić po połowie. Jeśli ktoś nie jest przekonany kwestiami bezpieczeństwa, stabilności czy bycia user-firendly, być może ta notka skłoni go do refleksji czy nie dobrze byłoby [zajrzeć tutaj] i ściągnąć najnowszą wersję lisiej przeglądarki, aby już na zawsze porzucić Internet Explorery, Opery i inne.
15 minut dziennie z językiem działa cuda, powtarzam wszystkim adeptom tajemnych sztuk lingwistycznych. Jeśli możecie poświęcić więcej – to świetnie – ale nigdy mniej. Ale zapytajcie się ile czasu spędzacie na sieci? Faktycznie, po krótkim przygotowaniu teoretycznym – można też nauczyć się czegoś w odmętach internetu. Możemy przecież porozmawiać z nativami i mamy dostęp do wszystkich japońskich newsów – gazet, radia, telewizji. Są też różne kursy. Na czym polega problem – te wszystkie rzeczy najczęściej przydają się nam kiedy już coś wiemy – nasz kiepski angielski w połączeniu z jeszcze gorszym angielskim nastolatka japońskiego, od którego chcielibyśmy się czegoś nauczyć to jakaś masakra. Ja sama, chociaż uważam, że japoński JEST prosty – płaczę nad poziomem internetowych źródeł – te dobre, które naprawdę przysłużyłyby się samoukom – często urywają się bez aktualizacji po nauczeniu biedaków kany i konstrukcji twierdzących, przeczących i pytajnych z desu. Powielają po stokroć błędy typu itadakimasu = smacznego (kulturowe faux pas gotowe). Złota zasada na początek – nigdy nie korzystajmy z jednego źródła będąc samoukiem. Nawet najlepszy internetowy kurs, w którym czujemy, że robimy postępy i jest super (może naprawdę jest!) powinien być konsultowany z jakimś innym. A najlepiej – z kilkoma innymi.
A druga nasza złota zasada na dziś (oprócz zasady zero – NAUCZ SIĘ KANY!), do której po tym przydługawym wstępie dochodzę – powinieneś mieć wtyki i z nich korzystać. Mówię, mochiron, o plug-inach w Firefoxie ;). Przygotowaliśmy dziś przegląd kilku co ciekawszych wtyczek, które pozwolą wam doskonale wykorzystać czas spędzony na internecie na maxa.
To pytanie pada na każdym forum – znacie jakieś dobre strony z tekstami w hiraganie? Odpowiedź brzmi – znamy, może jedną, dwie. Żywy japoński nie korzysta tak jak niektóre żałosne podręczniki co najwyżej z hiragany – kana i kanji to jednak materiał którego nie da się opanować całego naraz, zupełnie i natychmiast. Nawet ja nie znam jeszcze tylu kanji, żeby mnie to zadowalało (ale co tydzień systematycznie siadam do nowych znaków, złożeń, czytań i znaczeń)!! I wtedy z pomocą przychodzą nam książki posiadające nad kanji furiganę – zapisane mniejszą czcionką odczytanie w hiraganie. Tego nie da się niestety zażądać od każdego twórcy japońskiej strony. No, do tej pory się nie dało. Kiedy zdecydujecie się na tą wtyczkę – po prawej na dolnym pasku przeglądarki pojawi się ikonka z czarnym kanji. Będąc na japońskiej stronie – klikamy w to i po chwili strona pojawia się z furiganą. Projekt wciąż jest ulepszany – chociaż nie widziałam jeszcze, żeby źle dobierał czytania. W domyślnej instalacji program ma listę kanji, które należy pominąć przy tworzeniu czytań. Dzięki temu możecie się sprawdzić – wklepywać mu w okno właściwości kanji, których odczytania już znacie i przyśpieszyć tym samym trochę działanie programu. Nieodzowną wtyczką w wypadku Furigana Injector jest jej dopełnienie :
Ruby Support w programach typu edytory językowe czy przeglądarki internetowe pozwala na wyświetlanie furigany nad znakiem. Bez instalacji tej wtyczki odczytania będą pojawiać się w nawiasach obok wyrazu co może nam nie tylko rozjechać stronę w layoucie, ale też po prostu utrudnić odczytanie czegokolwiek. Poza tym pamiętajcie, gdy czcionka na stronie jest drobna – wchodzicie w Firefoxie w menu Widok -> Powiększenie i nie psujecie oczu dobierając sobie odpowiednią wielkość czcionek. Po instalacji żadna dalsza konfiguracja nie jest wymagana.
To chyba najzabawniejsza wtyczka, której czasem używam. Kiedy jesteście już wyposażeni w jakiś dobry słownik (chociażby jeden z polecanych internetowych) i umiecie dobrze z niego korzystać – to całkiem niezłe narzędzie. Co ono robi? Ano mianowicie zamienia pierwszą literę wyrazu ze stron angielskich (i podajże francuskich, jest taka opcja do zassania) na kanji. Opcjonalnie – cały wyraz. Jeśli nie mamy problemu z tekstami angielskimi – pomaga nam to szybciej zapamiętać znaczenie podstawowe danych znaków.
Jest kilka problemów z tym narzędziem – wiele wytyka sam twórca. Plug-in jest malutki, to nie sztuczna inteligencja – tym samym nie rozróżnia homofonów. Przykład podany już w opisie to “bow” jak łuk, “to bow” jak ukłonić się i “bow” jak kokarda na prezencie. W angielskim wbrew wszystkiemu tak samo brzmiących wyrazów, albo takich zmieniających znaczenie w zależności od kontekstu jest wiele. To samo idzie w drugą stronę. Znak 日 może oznaczać np. dzień, słońce, od tego znaku zaczyna się złożenie Japonia albo niedziela. Wtyczka przyporządkowuje mu tylko jedno słowo (day).
Ponadto, programik działa dosyć wolno. No i ostatni gwóźdź do trumny – nie uczy niczego poza jednym ze znaczeń – ani odczytania, ani kolejności kresek, ani złożeń. Ponadto wariuje w zależności od ustawień. Moje proponowane, działające najsensowniej to : ustawienie słownika na Heisig’owski, zamiana tylko pierwszej litery, Operation mode: OFF. I mimo to, czasem można się skrzywić ze zdziwienia. Ale pomysł i inicjatywa ciekawa.
Coś, co jest nieocenioną pomocą zarówno przy czytaniu kantan da jak i jakiegokolwiek innego źródła po japońsku. To słowniki oparte na tej samej bazie danych co Wakan. Nadają się więc i do japońskiego i do chińskiego, tłumaczą na angielski, ale tez niemiecki, francuski i rosyjski. Trochę duże, ale naprawdę warto. Najeżdżacie na słowo znak, a wtedy pokazuje wam się znaczenie, odczytanie, informacje gramatyczne etc.
To jest jeden z tych reklamowanych w Telezakupach Manga “Must Have!”.
Krótka notka czym się różnią. Perapera-kun był budowany na starszej wersji Rikai-chan (0.5x jakiejś, obecna ma numer 1.04), tym samym niedociągnięcia czy kwestia słownikowa była tam już rozwijana na własną rękę – czasem nie ma czegoś w jednym, a jest w drugim. Rikai-chan ma oba języki wejściowe w jednym pliku i wszystkie wyjściowe. Perapera-kun ma oddzielne wersje dla chińskiego i japońskiego i wyjściowym jest tylko angielski, ale za to, umożliwia wysyłanie interesujących nas słów do osobnego pliku, dzięki czemu można łatwo stworzyć listę do wydrukowania / nauki / importowania do jakiegoś programu fiszkującego (flashcards dla tych, którzy nie lubią polskiego odpowiednika). Możecie instalować jedno, drugie albo oba, ale słownik trzeba ściągnąć rikaichanowy. Do tego, od czasu jak wyszedł Firefox 3.0 trwają prace nad podobnym narzędziem (na razie nazywa się Fetchimi), które z angielskiego tłumaczyłoby na japoński. Będziemy mieć rękę na pulsie w tej kwestii.
To wszystko co na dzisiaj przygotowaliśmy. Instalować i nie marudzić nigdy więcej, że nie możecie czegoś przeczytać czy znalezć w słowniku ;).