25
07
2008
Przez
Mizuu | Kategorie:
Otaku,
newbie,
rant,
źródła
Znowu ktoś próbuje nauczyć nas języka japońskiego – z jakim skutkiem? Przedstawiam dziecko Studia JG (tych od Otaku czy Maego Sagi) oraz Fundacji Krzewienia Kultury Japońskiej Sakura (tych od szkoły języka japońskiego Sakura właśnie): pierwszy zeszyt Podstaw Języka Japońskiego – hiragana i katakana.
Lubię kolekcjonować różne wydawnictwa, porównywać je, wykorzystywać czasem w swoich zajęciach – na ich tle PJJ wypada dobrze. Nie najlepiej, chociaż może na rynku polskim jest to najrzetelniejsza pozycja, ale dobrze. Było bowiem kilka wpadek, które być może zostaną poprawione w dodruku.
Co mnie ubodło “na nie”?
Kasia Bogdan już we wstępie zapewnia nas, że będzie miło i przyjemnie. Tuszę, że tyczy się to serii PJJ ogółem – bowiem w nauce sylabariuszy dla wielu nie znajdzie się nic przyjemnego i miłego, na początku to zło konieczne. Sytuacji nie poprawia estetyczny, ale monotonny zeszyt do ćwiczeń. Z osobistego doświadczenia, z wielu lekcji służących nauce kany, w których uczestniczyłam najbardziej pamiętam sensei N., która próbując nauczyć grupę zgłosek wykrzyknęła “Kyaaaa~~! HENTAIII!” w iście kreskówkowym stylu. I robiła nie tylko to.
Tabelki “ściągawki” do obu kan łamią konwencje trochę. Czy na lepiej, nie jestem pewna, ja się nie mogę przyzwyczaić. Czemu się czepiam? Na przykład, tabelka jest dosyć bezsensownie opisana na brzegach – w pionie mamy spółgłoski, w poziomie samogłoski i wszystko działa jak zwykle – odpowiednią sylabę powinniśmy znaleźć na przecięciu. Mały problem pojawia się przy sylabach złożonych, bowiem np. na przecięciu “K” znajdują się dwie kolumny z “a” – w jednej znajdziemy znak か, a w drugiej きゃ. Trochę bez sensu. Można było dać “ya” w drugiej, nawet wiedząc o znaku じゃ, który czyta się jako “ja” (ale w niektórych transliteracjach jako jya, więc teoretycznie problem się likwiduje). Poza tym udźwięcznienia znajdują się bezpośrednio pod swoimi bezdźwięcznymi odpowiednikami – jeśli ktoś nauczy się takiego ciągu trochę trudniej będzie mu korzystać z japońskich słowników, bo tam kolejność jest inna. Z drugiej strony rozumiem, że tabelka taka była najbardziej ergonomiczna.
Zdziwiło mnie, dlaczego tylko niektóre sylaby mają obrys pomagający ustalić ich proporcje – można było dać konsekwentnie – wszędzie albo nigdzie.
Ponadto strona 29 w moim wydaniu znienacka w środku cześci od katakany nakazuje mi ćwiczyć jedną stronę hiragany (błąd w druku, jak mniemam).
Z drugiej jednak strony jest wiele argumentów przemawiających za kupnem.
Po pierwsze – całość jest naprawdę estetyczna i ładnie wydana. Dobra jakość papieru, śliska okładka, nienaganny design (w sensie – nie przepakowany, taki w sam raz). To ważne o tyle, że na początku będziemy do ów zeszytu często (mam nadzieję!) powracać i powinien być wytrzymały na kartkowanie, mazanie i wożenie go z nami po świecie. To już sprawdziłam, wytrzymuje.
Świetny wstęp i zasady wymowy – wszystko w pigułce, z dobrymi przykładami, jeśli MUSIAŁABYM się do czegoś przyczepić to pominięto dwuwargowe F i spłaszczone U (to drugie jednak wypadałoby, bo mamy masę sylab z U i wyjaśniłoby dlaczego nie mówi się Sasuke tylko Saske i des zamiast desu [BO SIĘ NIE DA - dop. palnik]), ale i tak brawa. Chyba najmniej błazeńskie i rozmijające się z prawdą wyjaśnienie fonetyki z ostatnio przeze mnie spotkanych (antybiotyk…czemu wcześniej na to nie wpadłam!?). No i ktoś pomyślał, że sylabariusze i ideogramy, a nie alfabet i litery (to się ostatnio dzieje nagminnie w różnych dziwnych źródłach).
Kolejność i kierunek pisania kresek – a przy tym dużo miejsca do ćwiczenia. Wyborne do samodzielnej nauki, wyborne. Ja kiedyś dawno temu musiałam po prostu wypełniać specjalne spięte zszywką arkusze.
Ćwiczenia – żal ściska, że żeby wmieścić się w sensowniej cenie – nie ma ich więcej i na większej przestrzeni. Są naprawdę fajne, na poziomie, odpowiedzi na końcu. Po prostu uważam, że “weź oddzielną kartkę” będzie skutkowało zgubieniem owej kartki, podczas gdy można by to mieć w jednym miejscu. Z drugiej strony jednak, jeśli się nad tym zastanowić – pozwala to na wielokrotne wykonanie owych ćwiczeń (znowu – ilość :( ) bez wielokrotnego i pracowitego wymazywania ołówka z zeszytu ćwiczeń. Plusy i minusy to wasza rzecz w tej kwestii akurat.
Przede wszystkim cieszy zaś polityka edukacyjna PJJ – zaczynają od pisma, czyli tam, gdzie każdy sensowny i rzetelny kurs powinien się zacząć. Dlatego też z niecierpliwością wyglądam zeszytów kolejnych.
Podsumowując – tylko tyle: jeśli macie na niego ochotę (a powinniście!) można go zakupić tutaj za jedyne 6.90 PLN. To najsensowniejszy wydatek w wasze podwaliny do języka japońskiego o jakim mogę osobiście pomyśleć na naszym rynku.
A ja chciałabym podziękować Yankowi i Naq za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji. 本当にありがとうございました!