RSS
people

Guest post: Samoobrona po japońsku

Oto i dla wszystkich przyszły upragnione wakacje (dla mnie nie ;), chyba nawet trochę się zagapiłam). Żeby odciążyć mnie w pracach rodzaju różnego Paweł-san napisał dla was świetny guest post, co prawda nie o języku, ale o Siłach Samoobrony Japonii. Weźcie głęboki oddech i poświęćcie parę minut, bo notka jest trochę dłuższa niż zwykle:

„Naród japoński, dążąc szczerze do międzynarodowego pokoju opartego na sprawiedliwości i porządku, wyrzeka się na zawsze wojny jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby użycia siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych.” Ten szlachetny w swej pompatyczności zapis stanowi część 9 artykułu Konstytucji Japonii z dnia 3 listopada 1946. Ów dokument, który został Japończykom narzucony przez USA wydawał się być całkowitym zaprzeczeniem oraz negacją kultury i tradycji cesarstwa. Wspomniany punkt odebrał mu jakąkolwiek możliwość uczestniczenia w konfliktach zbrojnych, także w przypadku, gdyby miały być one prowadzone w obronie granic państwa i jego obywateli.
Aby wyegzekwować ten zapis dalsza część treści artykułu 9 sformułowana została w sposób następujący – „Dla osiągnięcia celu określonego w poprzednim ustępie nie będą nigdy utrzymywanie siły zbrojne lądowe, morskie i powietrzne, ani inne środki mogące służyć wojnie. Nie uznaje się prawa państwa do prowadzenia wojny.” Za gwarancje swojego bezpieczeństwa Japonia musiała uznać „ufność w sprawiedliwość i dobrą wiarę miłujących pokój narodów świata” (często uginających się pod ciężarem posiadanej broni). Ten niezwykle mglisty zapis znalazł się w samej preambule konstytucji.

Nie jest rzeczą szczególnie powszechną aby państwo niepodległe i suwerenne zdecydowało się na przyjęcie i ratyfikowanie takiego dokumentu. Jednak oczywiste jest, iż cesarstwo w wyniku braku dostępu do surowców i środków umożliwiających dalsze funkcjonowanie przemysłu zbrojeniowego, a także z powodu dwukrotnego wschodu Słońca w dniach 6 i 9 sierpnia 1945 roku musiało skapitulować, a jako przegrana strona konfliktu zaakceptowało narzucone przez Wuja Sama (wpieranego przez Wuja Atoma) nowe warunki swojej egzystencji.
Japoński imperializm został wygaszony, a właściwie przeniósł się na obszar gospodarczo – ekonomiczny (doktryna Yoshidy). Jednak budowa silnego państwa gospodarczego, nie jest w pełni możliwa bez zapewnienia odpowiedniego poziomu militarnego. Potęga gospodarcza i militarna są ze sobą dość silnie powiązane i tak na dobra sprawę jedna bez drugiej nie istnieje. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie tak bogatego, rozwiniętego kraju, jakim jest dzisiaj Japonia bez możliwości utrzymania odpowiedniego poziomu ochrony i bezpieczeństwa. Gwarancje takowego zapewniają wciąż stacjonujące na jego terytorium wojska amerykańskie, ale pozostaje pytanie co z własnymi siłami zbrojnymi? Wg konstytucji nie ma ich… i nie będzie. Jednak nie jest to do końca prawdą. Kraj ten utrzymuje na chwilę obecną ponad 240-tysięczne (wedle niektórych źródeł, nawet 250 tys.) Siły Samoobrony, uważane za jedną z najlepiej wyszkolonych armii świata. Powstały one w 1954 roku w wyniku przemian strukturalnych stworzonych 2 lata wcześniej Narodowych Sił Obrony i Rezerw Policji.
Obecnie problemem jest już nie tyle kwestia posiadania przez cesarstwo wojsk, co raczej zasady jego użycia. Na drodze staje wspomniany wcześniej zapis konstytucyjny, ale i w tym przypadku coraz częściej dochodzi do prób jego luźnej interpretacji umożliwiającej obejście niewygodnych ograniczeń. Pewne, poważne zmiany nastąpiły w roku 1992, kiedy w parlamencie udało się przeforsować decyzje o utworzeniu sił pokojowych i wysłaniu oddziałów Samoobrony w barwach sił UN do Kambodży. Oddziały japońskie stacjonowały również w innych rejonach świata (Mozambik, Timor Wschodni, Wzgórza Golan).
Trzonem japońskich Sił Samoobrony jest podległe ministrowi obrony lotnictwo. Jego uproszczona struktura wygląda następująco: Naczelne Dowództwo Sił Powietrznych (podlegają mu kolejne rejony Powietrznych Sił Obrony oraz grupy reagowania i jednostki taktyczne, a także Komendantura Lotów), Dowództwo Wspomagania Lotniczego (w jego skład wchodzą poszczególne skrzydła taktyczne i ratownicze, siły transportowe, eskadra posiłkowa, grupa nadzorowania ruchu i przewidywania pogody). Ponadto strukturę Sił Powietrznych buduje również: Dowództwo Nadzoru Produkcyjnego, Dowództwo Testowe oraz Dowództwo Treningowe, wraz z podległymi im garnizonami.
Pomimo doskonałego wyszkolenia, japońscy lotnicy odczuwają pewien niedosyt związany z wyposażeniem, a raczej z faktem, iż wiele samolotów, na których przychodzi im służyć stanowi konstrukcje, których lata świetności przypadały na okres wojny w Wietnamie (samoloty myśliwsko – szturmowe F4 Phantom 2 – około 150 sztuk). Podobnie jest również w przypadku niewiele młodszych maszyn pełniących w japońskich siłach rolę typowych myśliwców (F15). Konieczność szybkiej wymiany części tych samolotów jest bezsprzeczna. Dowództwo miało nawet nadzieję, iż uda się zakupić od Amerykanów najnowsze maszyny, w tym F22 Raptor. Jednak USA, do tej pory mające problemy z przezbrojeniem swoich sił w ten model nie były zainteresowane ofertą jego kupna przez Japończyków, tłumacząc takie zachowanie możliwością niekontrolowanego wycieku danych technicznych, a także samej technologii, do państw trzecich, co w konsekwencji niosłoby za sobą zagrożenie bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Nie jest to do końca uzasadnione, gdyż Amerykanie już niejednokrotnie artykułowali chęć dalszego rozwoju japońskiej armii, która miałaby przejąć od USA odpowiedzialność za utrzymanie pokoju i stabilizacji w rejonie Azji Wschodniej i zachodniego Pacyfiku. Tego zadania nie da się jednak wykonać z przestarzałym technologicznie lotniczym parkiem maszynowym.
Technologia stealth jest Japończykom niezbędna. Podjęli oni nawet próbę stworzenia własnej linii takich samolotów. Prototyp miałby wzbić się w powietrze w 2014 roku, a produkcja maszyny seryjnej rozpoczęłaby się już 4 lata później. Jednak nawet takie działanie nie pozwoli siłom powietrznym na natychmiastową wymianę samolotów, zaraz po wycofaniu wspomnianych F4. W związku z tym, nadal będzie istniała potrzeba zakupu nowego wyposażenia.
W zupełnie innej sytuacji znajdują się siły lądowe – w przypadku Japonii, o wiele mniejszej randze niż wojska powietrzne i oceaniczne. Jednostki lądowe Sił Samoobrony, podobnie jak lotnictwo składają się ze świetnie wyszkolonych żołnierzy. Nie dotyka ich jednak problem braku odpowiedniego sprzętu, zwłaszcza w przypadku formacji pancernych. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, iż obecnie podstawowym japońskim czołgiem jest produkowany  przez Mitsubishi Typ 90, uważany za jeden z najnowocześniejszych tego rodzaju wozów, mieszczący się w światowej czołówce. Zaawansowany technologicznie, choć jednocześnie skomplikowany i dość drogi, potrafi doskonale radzić sobie w roli niszczyciela wrogich zgrupowań pancernych, co obecnie stanowi podstawę zadań zachodnich czołgów. Specjaliści uważają, że podczas prowadzenia walki defensywnej maszyna ta sprostałby zarówno chińskiemu Typ 98 i 99G, jak i rosyjskiemu T90. Jednak takie stwierdzenia są dość śmiałe, nigdy nie miały przecież odzwierciedlenia w praktyce.
Tak czy inaczej, konieczność rozwoju japońskiej armii pozostaje bezsprzeczna, zwłaszcza w obliczu wciąż utrzymującego się dużego zagrożenia ze strony głodującej, ale silnej militarnie Korei Północnej, coraz większym imperialnym aspiracjom ChRL, a także wciąż nierozwiązanej kwestii terytoriów północnych zwanych Kurylami Południowymi. Aby ten cel mógł zostać osiągnięty, jak najszybciej należy umożliwić Japończykom możliwość zakupu odpowiedniego wyposażenia oraz, co już należy do nich samych, znieść feralny zapis konstytucyjny lub jeżeli to niemożliwe zmienić całą ustawę zasadniczą. W przeciwnym razie Japonia jeszcze przez długi czas będzie musiała korzystać z gwarancji bezpieczeństwa, jakich udzielają jej Stany Zjednoczone. Problemem staje się jednak fakt, iż ci sami, którym kiedyś zależało na jej słabości coraz bardziej odczuwają  ciężar świadczeń na rzecz utrzymania stabilizacji w tym regionie, a pozostaje to nadal dla nich sprawą niezwykłej wagi. Logika nakazywałaby w tym przypadku „wygenerowanie” tam silnego militarnie sojusznika, który ograniczyłby koszt stacjonowania sił amerykańskich.
Przed japońskimi Siłami Samoobrony stanie wkrótce nowe, odpowiedzialne zadanie, które znacznie przekroczy zakres ich dotychczasowej roli. Ten fakt wydaje się być przesądzony. Mimo to, nie należy się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości na wodach zachodniego i środkowego Pacyfiku zobaczymy nowe odsłony Akagi, Kagi, Shinano, Musashi, czy Yamato. Era militarnego ekspansjonizmu japońskiego przeminęła, a Siły Samoobrony, w przyszłości może nawet regularnych Sił Zbrojnych Japonii, będą musiały umieć ostudzić ambicje niezwykle silnych przeciwników.

Paweł-san, serdecznie dziękuję za Twoją ciężką pracę <3

Podziel się z innymi: Kliknij w ikonkę, aby dodać zawartość do danego serwisu społecznościowego.

Wykop Technorati del.icio.us Digg TwitThis Google Bookmarks MySpace Facebook StumbleUpon

Podobne notki

Jeden komentarz do “Guest post: Samoobrona po japońsku”

  1. Yumi Napisał(a):

    Dłuuugi ale przyjemnie sie czyta. Naprawde podziwiam ile sie trzeba bylo nameczyc przy jego pisaniu ^^

    [Odpowiedz]

Dorzuć swoje 3 jeny.